Regitzer Spitz – najfajniejsze bunkry jakie widziałam.

"Są chwile, które otwierają się jak rozłupany orzech, które zmieniają nasz punkt widzenia w taki sposób, że później już nigdy nie patrzymy na świat tak samo jak przedtem."


– Jodi Picoult "Jesień cudów"


Na początku grudnia, 2018
Tym razem pokażę Wam góry z zupełnie innej strony – z mojej ulubionej. I ponieważ na razie na pewien czas muszę przystopować z górskimi wędrówkami, będzie to bowiem ostatnia tego typu relacja na dłużej – postaram się aby była naprawdę wyjątkowa.
   Jaka jest moja ulubiona odsłona gór? Jesienna, ale i ona ma dwa oblicza. Pierwsze jest wielobarwne, ciepłe i słoneczne, a drugie... mroczne i zimne. Opowiadałam niedawno o tym jak wygląda o tej porze Szwajcaria, że przeważają mgły i często nie widać słońca całymi dniami i pełną dobę trzeba używać sztucznego światła. I wtedy najlepiej wybrać się w góry. Po co? Po atrakcje, po klimatyczne zjawiska przyrodnicze i wbrew wszelkim pozorom – po słońce.


Szpic Regitzer góruje nad ziemią jak skalna fala zatrzymana w czasie, zanim uderzyła prawie 400-metrową i pionową ścianą w Heidiland.
   [to nie jest pusta poezja – link do zdjęcia – góra widziana z oddali]
   Tym razem było dosyć nietypowo, ponieważ zazwyczaj nad powierzchnią mgły wyłania się czyste niebo, a tu takie śmieszne zaskoczenie... Tak się złożyło, że na wysokości tego szczytu (nie planowaliśmy, pomysł na wędrówkę padł zupełnie spontanicznie) była wąska strefa między chmurami. Poniżej dywan mgieł, powyżej szary sufit.
   Momentami błękitne prześwity nadawały pejzażom osobliwego wyglądu. Doceniam takie chwile, kiedy natura jest niejednolita, zmienna, kapryśna. Piękna kobieta ma prawo do humorów, bo piękna kobieta jest po to, aby ją podziwiać. Żyć z nią można również, ale potrzeba ją wtedy mocno kochać. Z górami jest inaczej, bo moim motorem napędowym była od początku nienawiść...


Z każdym metrem przez gęstą kopułę pierza, przedzierało się słoneczne światło. Cienie iglastych drzew rozdzierały cieńsze warstwy chmur, wydobywając na wierzch fragmenty skał. Wszystko poruszało się jakby w spowolnionym tempie, od niechcenia. Takie momenty widoki mnie na długo. Męczą, nie pozwalając oderwać wzroku, a przecież chciałoby się już iść dalej.


Popatrzcie sami jak to wszystko leniwie się porusza ↴


Pojawiło się na moment błękitne niebo. Kontrast barw zadziwiał: na przodzie szara, półprzezroczysta połać niby woalka. Tuż za nią ściana drzew, jeszcze dalej kobaltowa góra i granatowy cień gęstej chmury. Cudowne chwile dla zmysłów, cisza, lekki tembr przeciskającego się przez góry wiatru.



Przed nami zbiegało ze stoku pokaźne stadko kozic górskich. Nie musieliśmy długo czekać, by zaraz za nimi pojawiły się dwa młode osobniki, które oddzieliły się na chwilę w poszukiwaniu przygód. Po bliższym przyjrzeniu im się, rozpoznaliśmy pluszowe futerko. Były o głowę mniejsze od osobników ze stada. Uroczy widok.

/powiększ
Szczyt tym razem zdobyliśmy trasą, którą poprzednio nie udało nam się wejść z powodu lawiny błota i drzew. Pisałam o tym dokładniej w starszej opowieści, do której link znajdziecie na samym końcu, tak samo opis szlaku i mapę. Zachęcam szczególnie z uwagi na wybarwioną do maksimum jesień. Jest na co popatrzeć.
   Nie jest to typowa góra, a raczej jeden wielki bunkier poprzecinany tajemniczymi tunelami i wystającymi z nich okienkami, kominami wentylacyjnymi itp. Poprzednim razem oglądaliśmy z daleka wejścia do bunkrów. Tym razem weszliśmy do środka. Ale o tym opowiem później.



Słońce przebijało się po drugiej stronie landszaftu, natomiast na naszym wierzchołku porządnie wiało. Dłuższy przystanek na zdjęcia oraz posiłek, był możliwy tylko dzięki wiatro-odpornym kurtkom, inaczej nie polecałabym w takich warunkach zatrzymywać się tu. Wiadomo – po wspinaczce – człowiek spocony. Doceniłam w tym momencie także odpowiednią do tego sportu bieliznę. Reasumując: nie ma mowy o odczuwaniu zimna. O przeziębieniu też nie.
   Roślinność tutaj jednak czuła coś innego niż my... Czuła wiosnę. Igiełki w rozkwicie, świeżo-zielone i delikatne, a w ich objęciach młode szyszki. To nie jedyna anomalia, bo u nas przed blokiem kwitną krzewy...



Zapatrzyłam się w te wędrujące obłoki. Co chwila zrywał się wiatr, jak biegnąca płasko po ścianie jaszczurka, naganiająca skraj chmur wysoko do góry. Stojąc na samej krawędzi, odnosiło się podobne wrażenie jak nad kratką buchającą parą, tyle że ta była rześka i bezzapachowa.


W oddali mgła rozproszyła się pod słońcem. Pokazały się chaty na wyżynach, odsłoniły się lasy. Odgłosy miejskie nie docierały do nas, mimo iż klif wznosi się nad zaludnioną doliną pełną dróg. Nawet dźwięki autostrady skutecznie zagłuszał wiatr. Czułam się błogo.


Mgły razem z wiatrem dosłownie szalały. Obłoki wydobywały się z góry, z dołu, zewsząd. Tuzin myśli przebiegało przez głowę – od razu weselszych. Pokrzepiające wrażenia przyciągały wzrok, mamiły do siebie jak najpiękniejszy kwiat mami motyla. Choć to bestia mięsożerna, chwila nieuwagi i...


Wioska u stóp góry ma ciekawą zabudowę. Ponieważ Regitzer Spitz jest górą klifową, warunki oferuje idealne na przyglądanie się lepiej temu, co jest pionowo w dole. Domy wydają się być zniekształcone ale nie jest to efekt rybiego oka ani niczego podobnego. One takie są. Budowane tak, by przejazd wozem albo wielkim traktorem był możliwy. A w Szwajcarii mają naprawdę olbrzymie maszyny rolnicze.


Czerpałam z tej wędrówki wszystkimi zmysłami, łapałam duże oddechy przyjemnego, wilgotnego powietrza, zastanawiając się nad taką głupotą, czy to aby bezpieczne i czy się nie utopię we mgle...
   Jeszcze cztery lata temu góry były dla mnie wycieńczające, kojarzyły się z bólem, częstymi kontuzjami, oraz z niemiłosierną zadyszką. Nienawidziłam ich. Kiedy nastał najgorszy czas w moim szwajcarskim życiu, dalej starałam się wspinać. Po co? Moje wędrówki stały się tylko ucieczką. Zwykłym tchórzostwem, bo nie radziłam sobie ze zmianami w życiu i udając miłośniczkę gór, szukałam okazji, by w nich zostać. Nie było ważne czy wrócę do domu.


Blog pierwotnie powstał po to, aby nieść radość innym – nigdy nie zamierzałam pisać wirtualnego przewodnika po Alpach, ani poradnika o wędrówkach. Jego autorką była kobieta z depresją i buntowniczka. Jednak starałam się, by nadal wydźwięk wszystkich notatek był radością i sama starałam się czerpać z tego radość – blog auto-terapeutyczny?
   Nieoczekiwanie zaczęłam otrzymywać prywatne wiadomości. Podziękowania za to, że wlewam światło w cudzą codzienność. Zaczęłam rozumieć, że naprawdę mi się udało i że to ma prawdziwy sens i rację bytu, że to nie są tylko puste wycieczki. Początkowo nosiłam w sercu obawę o rodzaj odbiorcy. Szwajcaria? Alpy? Podróże? Nic jak tylko próżniactwo i szpan. A jednak.

Potrafiłam zatem pocieszać innych, ale siebie? Zwykle popychała mnie naprzód ciekawość życia, ale dotarłam do takiego momentu, że ono już nie sprawiało mi radości. U końcu swej drogi – tak wtedy myślałam – zaczęłam rozpaczliwie błagać Boga o pomoc. Na pewno wiedział, że chętnie chwycę się Jego ręki, a potem mogę ją puścić i od nowa doprowadziłabym się do ruiny. (To nie był pierwszy raz.) Ale cały czas Go trzymam i już nie puszczę.
   Teraz nie potrzebuję gór. I bez nich latam.

Nie szukam ulgi, odrealnienia, ucieczki... Wszystko się zmieniło, dosłownie wszystko – w jednym momencie. Jak ręką odjął. Silną, ale delikatną ręką, potężną, ale subtelną.
   Teraz już nie ciągnie mnie do ryzyka. Pytana często o odważniejsze wspinaczki wysokogórskie, odpowiadam – nie ciągnie mnie już do ekstremum. Mierzę siły na zamiary, bo chcę żyć i wypełniać Bożą wolę. Mam jeszcze zadania do wykonania i z tego czerpię o wiele większą przyjemność, niż z chodzenia po górach. One są jedynie dodatkiem do mojego życia. Dawniej gdy długo nie mogłam wyjść na szlak, aż mną trzęsło, miałam napady agresji. Bałam się, że znowu połknie mnie codzienność. Dziś to nie ważne. Bo gdy Bóg uzdrawia, to uzdrawia na zawsze.
   Nie chcę porzucić gór. (Co do ekstremum, jestem świadoma tego, że poprzeczka tego co faktycznie za nie uważam, mocno się podniosła.) Po prostu zamierzam zająć się teraz czymś innym na pewien czas. Wydaje mi się też, że przy okazji na blogu zrobi się ciekawiej, rozmaiciej. Sami ocenicie najlepiej. Jeden nowy cykl postów otworzyłam, czeka i drugi, gotowy w schowku.

Baczność! Melduję gotowość do działania!
Wróćmy do szlaku. Zejście do piętra, w którym królowały mgły, nadały lasom magii. Pora już nie ta aby podziwiać rzeczywiście rasową jesień, to już raczej nieopierzona zima, jeszcze w pielusze, ale jakże enigmatyczna jak na swój wiek.
   Przypomina mi się wtedy polowanie w Polsce na taki efekt. Jak pewnego dnia, widząc, że niczego nie widzę za oknem, wystrzeliłam z domu jak Filip z konopi, z aparatem w ręce, by zdążyć dojechać rowerem do lasu na obrzeżach miasta. A tam sceneria rodem z filmu o mrocznym charakterze. To była jednak rzadkość, a teraz? Ostatnio było tak każdego dnia. Tylko że lasu na podorędziu brak. Coś za coś. Te skwerki u mnie za blokiem, nie są wcale jednak złe do efekciarskich zdjęć. Pokażę to Wam innym razem.
   A tymczasem, głęboko w leśnej głuszy, gdzie nieprzenikniona mgła znaczy swoją obecność wilgocią...



Chyba z dziesięć minut tu stałam i wpatrywałam się w te promienie ↴



I mamy w/w bunkier. Proszę za mną ↴


A następny jest naprawdę wyjątkowy. Jeszcze nigdy w takim nie byłam. Miałam wrażenie, że wchodzę do zamku. Schody, piętro, okna... Niebezpieczeństwo. Widać było, że strop zawala się tu regularnie. Pewnikiem po każdej zimie, kiedy roztopy puszczają wszystkie konstrukcje skalne wniwecz.
   Co ciekawe, bunkry nie są zaznaczone na szwajcarskich mapach. Prowadzi do nich znak z napisem: Leiterliweg. Trzeba dojść do skalnej ściany. Jest to dosyć stroma ścieżka i trzeba bardzo uważać jak się stąpa. Głównie dlatego poprzednim razem nie ryzykowaliśmy podejścia nią, bowiem była przykra grubą warstwą liści. Znak co prawda prowadzi do czegoś innego, ale po kolei.

Zapraszam za mną, zanim przejdziecie do oglądania zdjęć. Uprzedzam, że będzie atrakcyjnie ↴


Z zewnątrz przypomina zamek w skale, który poprzednio Wam pokazałam. Ale jest to na pewno nowoczesna konstrukcja. Nie ma za wiele opisów w żadnych informatorach, jednak taka ruina wystarczy mi nawet bez konkretów, do intrygującej tułaczki jej cienistymi zakamarkami. To dopiero była fantastyczna przygoda odkrywania, jak Indiana Jones. Tak jest, Ania O. Jones 😁 o yeah! Ta sama krew.



Ptaki rozweselały las swoimi świergotami, a pod nogami szeleściły czerwone liście, sięgające aż za kostki. Żeby poczuć się pewniej, należało odgarniać je i sprawdzać każdy krok kijkami (których zabrakło nam te parę lat temu). Szlak jest tutaj naprawdę wąski, a obok stromy spad w dół. Tu zaczyna się szlak wspinaczkowy, o którym za momencik opowiem.



Droga jest szersza tylko pod samymi wejściami do bunkrów.
(I to już jest rybie oko.)
Leiterliweg to krótka tzw. via ferrata czyli szlak zawierający różnego typu żelastwo. Np. pionowe drabiny (tu są dwie). Planujemy zaliczyć ten szlak w przyszłym roku. Żelastwo wisi od strony północnej, prowadzi przez ledwie 50-metrową skałę pod Guschaspitz.

Oto krótki rekonesans↴


Widzimy na nagraniu przejście boczne z żelastwem typu łańcuch, oraz pierwszą drabinę. Potem kolejne podejście boczne, tzw. kreska + żelastwo i druga drabina. Szlak nie wymaga specjalnego wyposażenia.
   Regitzer Spitz oferuje wiele szlaków, jest rozmaitą górą pełną tajemnic. Ścieżki o różnych stopniach trudności, strome drogi rowerowe i piękny, dziki las będący domem kozic górskich, są wartościowym miejscem dla miłośników przyrody.

P.S. Niniejszym, kompletnie wykopałam się z zaległości. Teraz będzie na bieżąco. Ponieważ już nie odczuwam naglącego czasu żyjącego na treściwym zaniedbaniu, nie planuję już tak częstych notatek. Wracam do dawnej regularności.
   Zostawiam serdeczności i buziaczki.


Powiązane artykuły:
Regitzer Spitz – konkretne relacja + mapka
➤ Arvenbuel – Flügenspitz – słońce nad mgłami (biała zima)
Extremalnie piękna wyprawa po słońce – przejście przez mgły.

46 komentarzy:

  1. Cudowne. Ekscytujące. Motywujące. Witaj ponownie :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czlowiek czuje sie tam na gorze chyba troche jak ptak, caly swiat ma u stop, swiat zasloniety gesta firanka mgly. Ja tez znajduje swoista terapie w ucieczkach na lono natury z psem u boku, bez ludzi. Tam moge choc na chwile zapomniec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A na pewno ma ptasią perspektywę. Czasami nawet chciałoby się narobić z góry... Fizyczny dystans do tego co w dole, oddziałuje tak jakoś... magicznie. Naprawdę wszystka codzienność przestaje być wtedy ważna. I to jest doskonały spokój przede wszystkim. Nie szkodzi, że pot, że zmęczenie. Warto.

      Usuń
  3. oglądać chmury i mgły zerkając w dół, to prawie, jakby być w niebie.
    warte wysiłku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że warte. I oddychać tymi chmurami to coś, czego mi zawsze brakuje w lotach samolotowych. Fantastyczne uczucie, gdzie taka mgławica Cię ogarnia powolutku.

      Usuń
  4. Ooo, jaki cudny, tajemniczy, zamglony las! Uwielbiam lasy.
    Szkoda, że te koźlątka nie przyszły dalej, żeby sobie dać zrobić portrety.
    Szyszki bombowe!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Szwajcarii jest mało takich gęstych, liściastych lasów (przynajmniej w moim regionie), dlatego to unikat i polubiłam wracać na tę górę. Koźlątka niestety nie podchodzą. Za to mam bardzo dużo na dysku zdjęć portretowych świstaków. Fajna jest tutejsza fauna, mniej się płoszy zdecydowanie niż w Polsce.

      Usuń
    2. Świstaki są w deseczkę!

      Usuń
  5. Faktycznie wnosisz świeży klimat do naszego środowiska blogowego.Gdy oglądam te wszystkie zdjęcia, czuję niemal mgłę i wilgoć, czuje klimat jak z najlepszych filmów.
    Wasze bunkry bardzo dzikie i tajemnicze. My zwiedzaliśmy kilka lat temu bunkry w dobrym stanie, z przewodnikiem, między Kudową a Nahodem, ciekawa rzecz, kilka pięter pod ziemią...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby dało się przez internet przesłać wrażenia, z Twojego komputera właśnie buchnęłaby gęsta mgła. Co by pomyślał ktoś siedzący obok? :D
      Kilka? To musiało być interesujące zwiedzanie. Lubię podziemia, nie wiem dlaczego. Bunkry, kopalnie, lochy itp.
      Dzięki za miły komentarz, pozdrawiam. :)

      Usuń
    2. Mój mąż nie byłby zdziwiony, zapewniam:-)

      Usuń
  6. Jestem absolutnie zachwycona zdjęciami, którymi się z nami dziś podzieliłaś. Są genialne i te widoki. Masz rację, że takie krajobrazy męczą, bo nie da się oderwać od nich wzroku, a w końcu chciałoby się iść dalej. Niesamowite uczucie.
    Bardzo podoba mi się określenie: blog auto-terapeutyczny, mój również jest dla mnie czymś w tym rodzaju. Poświęcam mu ogrom czasu i motywuje mnie do ogromu rzeczy. Kochana, robisz naprawdę porządną robotę na blogu. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te widoki robiły się same. Ja tylko naciskałam guzik. ;) Wyobrażasz sobie namalować na podstawie tych zdjęć obraz? To byłby majstersztyk... Nie mam pojęcia jak namalować mgłę. Ostatnio kombinuję z akrylem i dochodzę do wniosku, że tsunami umiem namalować, ale miłych, białych chmurek już nie... -_-
      Blog przede wszystkim powinien sprawiać przyjemność, która jest dwustronna. Jeśli prowadzenie strony w internecie staje się swego rodzaju obowiązkiem, przestaje to mieć sens. Bardzo często spotykam się z wpisami typu "powinnam coś wreszcie napisać, więc oto jestem, ale nie mam pomysłu". To zabija cały sens tworzenia.
      Oby mnie i Tobie to się nigdy nie zdarzyło, bo Ty piszesz naprawdę ekstra.
      Dzięki i pozdrawiam również!

      Usuń
  7. Przepiękne krajobrazy, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Aniu, pięknie to wszystko opisałaś i pokazałaś na zdjęciach. Podobno to właśnie w górach czuć najbardziej potęgę i majestat Boży.
    Na pewno coś w tym jest, ale kiedy człowiek mocno uchwyci się Jego dłoni dzieją się wtedy rzeczy niezwykłe i jest dokładnie tak jak napisałaś: "Teraz nie potrzebuję gór. I bez nich latam".
    Życzę Ci dobrego weekendu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, starałam się, by było wyjątkowo.
      W naturze w jej sile ma się tą świadomość. Ktoś kiedyś powiedział, że widział w górach ludzi, którzy nigdy nie chodzą do kościoła, a tam się modlą. Coś w tym jest. Sam Jezus przecież modlił się w górach.
      Najważniejsze to trwać, nie dać się złamać. Jeśli wytrwa się przy Ojcu, dzieją się niezwykłe rzeczy.
      Dziękuję i wzajemnie :)

      Usuń
  9. Zdjęcia badzo klimatyczne, pięknie tam, szczególnie góry mają swój niezwykły klimat.
    Dobrze, że każdego dnia możesz latać i cieszyć się :)
    Pięknie to wszystko opisałaś.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochana
    Piękny, bardzo mądry, osobisty, szczery post, wzruszyłam się.
    Zdjęcia, jak zawsze profesjonalne, tak jak i szczegółowe opisy- szacunek:)
    Pozdrawiam milutko:)
    Dziękuję, że Jesteś, piszesz, podróżujesz, zarażasz optymizmem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie Ci dziękuję. :)
      Mam nadzieję, że u Ciebie już lepiej, zmartwiła mnie ostatnia wiadomość.
      Trzymaj się ciepło i dużo zdrowia życzę!

      Usuń
  11. Witaj Aniu.
    Oooo! Jestem pod wrażeniem zdjęć i opisu.
    Fajnie, ze mogę z Tobą wirtualnie powędrować i te cuda zobaczyć.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że przypadło Ci do gustu. Podejrzewam, że te bunkry sam byś chętnie pozwiedzał, :)

      Usuń
  12. Cześć Aniu, zacznę od wyjaśnienia sprawy z FB i FB.
    Wszystko jest w porządku, znalazłam Cię na FB, zarówno Twoją stronę prywatną, jesteśmy znajomymi, jak i Twojego fanpejdża (lubisz :).
    Powysyłałam Ci wiadomości i tu i tam.
    Pozdrowienia
    IW
    p.s. do czytania usiądę, jak się trochę uspokoję, czyli odpocznę. :) Wtedy nadrobię i powłóczę się z Tobą po bezdrożach, na razie tylko pobłądzę po zdjęciach.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie mogłam się oprzeć nie tylko zdjęciom, ale i lekturze. Dobrze, że macie już sprzęt i wyposażenie, które ułatwia Wam wędrówkę, bo szczególnie tak bliski kontakt z naturą może być chwilami niebezpieczny.
    Z przyjemnością śledzę Twoje wędrówki ciesząc się, że zabierasz mnie na tyle niezwykle ciekawych szlaków.
    Jeśli nawet nie góry teraz dla Ciebie są najważniejsze, to i tak uważam, że dały Ci mnóstwo tego, co najważniejsze - czasu dla siebie i kontaktu z naturą ale i ze sobą.
    Przeczytałam też uważnie o Twoich powodach blogowania, mam podobnie. Ja też się zmieniam, a wtedy zmienia się styl mojego blogowania. :)
    Pozdrowienia serdeczne Aniu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiedziałam Ci na FB w sprawie FP. Toż to dziwy się zadziały.
      I tutaj właśnie zaczynają się zmiany. Wraz z nimi, przenosimy się w inne, odświeżone miejsca albo radykalnie odświeżamy stare. Podobno kobiety, gdy zmieniają coś w swoim życiu, zmieniają też fryzurę. Blogerzy wtedy zmieniają np. szatę graficzną na blogu :D

      Usuń
    2. Zmieniam teraz zdecydowanie całość mojego bloga, prace są w toku, nie wszystko dałabym radę zrobić samodzielnie, toteż postanowiłam zainwestować w te zmiany po 10 latach i zleciłam prace. W ub. roku zmieniłam tyle, że w zasadzie chyba już nic z kolejnych zmian mnie nie zdziwi. :)
      A fryzura powoli i tu dojrzewam do zmiany :)

      Usuń
  14. Każda pora roku ma swój urok ale jesień potrafi być tajemnicza i przepiękna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesień moja ulubiona. :D Chociaż... zimę też lubię. :)

      Usuń
  15. Pięknie, tajemniczo, magicznie. Dodatkowo intryguje mnie-z jakiego powodu porzucasz górskie wędrówki?;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To żadna tajemnica, tylko nie chciałam rozwlekać i poczekałam na zaciekawionych w komentarzach. Opuściłam na jakiś czas Alpy, jestem obecnie w Polsce. Nie wiem na jak długo tu jestem, wszystko będzie zależeć o tego, jak się wszystko dalej potoczy. No i jeszcze nie jest mi znana data premiery, wydawnictwo ma kocioł jeśli idzie od debiuty, zwłaszcza teraz przed świętami.
      Planuję jeszcze tylko jedną notkę ze Szwajcarii.

      Usuń
  16. Twój blog jest pełen życia i sprawia mi radość. Można godzinami siedzieć i oglądać te kontrasty chwil zatrzymane w kadrze. Magia prawdziwa i urzekająca. Przynosi mi uśmiech i podnosi na duchu. Dziękuję, Aniu.
    Serdeczności zasyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prowadzisz jeden z niewielu blogów, na którym zatrzymuję się dłużej. Dlatego to ja dziękuję, że poświęcasz mi swój czas nie tylko w komentarzach u siebie.
      Pozdrawiam ciepło i dołączam uśmiechy. :)

      Usuń
  17. Takie zdjęcia przywodzą na myśl jakieś tajemnice od razu. W końcu mgła od wielu, wielu lat wiąże się z czymś takim. :)

    Takie są właśnie plusy pracy biurowej. Każdy człowiek od czasu do czasu chce odpocząć, a takie okazje są stworzone do tego. :D W piątek znów byłem gościem na podobnej imprezie, tym razem żegnaliśmy stażystkę, która zakończyła swoje działania w tej firmie. Też śmiechu, opowieści wszelakich było wiele.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mgła – przez wielu nielubiana – dla mnie nad zwyczaj romantyczna. A tajemnica sprawia, że łatwiej jest jej wyciągnąć mnie z domu, niż słońcu.

      Prawdopodobnie jestem jedyną kobietą, która nie nadaje się do pracy w biurze. Ale w swoim domowym biurze mogę pracować bez końca, co się przekłada na zawody w jakich do tej pory pracowałam – zawsze fizycznie. Potrzebuje równowagi w życiu. ;)

      Usuń
  18. Góry zmieniają punkt widzenia
    Siła i charyzma przychodzi z każdym zdobytym szczytem

    OdpowiedzUsuń
  19. :) Parę razy dane mi było widzieć mgłę w górach. Muszę powiedzieć, że pierwszy raz się denerwowałem z braku widoków. Kolejne ,,spotkania" znosiłem już lepiej, po prostu uznałem mgłę za część krajobrazu. :D

    Na pewno nie chciałbym pracować w korporacji. Wypaliłbym się jak zapałka w parę miesięcy. A potem dochodziłbym do siebie pewnie długo.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  20. Aniu, no cóż mam napisać, po raz kolejny mnie zachwyciłaś :) Czytałam komentarze moich poprzedników i w sumie z każdego mogłabym tu wstawić po parę zdań. Tak szczerze mówiąc nigdy nie przepadałam za górami, może poniekąd przez to, że jako nastolatka miałam dość traumatyczne zderzenie z nimi, a poza tym te moje ograniczenia ruchowe nie pozwoliły na takie wnikliwsze poznanie ich i podziwianie. Dzięki Tobie teraz inaczej spoglądam na góry bardziej przychylnie i pozytywnie, to Ty odkryłaś ich nowy wizerunek i nadałaś nowej barwy, takiej wbrew pozorom ciepłej i dobrej.
    Przypuszczam jak musisz się czuć fantastycznie, gdy stoisz tak na szczycie i patrzysz przed siebie na te doliny spowite mgłą i na szczyty górskie, które momentami przysłaniają chmury o różnych barwach, skrywające swoje własne tajemnice.

    To niesamowite jak natura może oddziaływać na człowieka, na naszą psychikę i osobowość. Nasz Ojciec, to wszystko stworzył dla nas, byśmy mogli zobaczyć jak jest dobry i wszechmogący, jak bardzo nas kocha i w nas wierzy. Wystarczy znaleźć się tam na szczycie góry, lub w moim przypadku na plaży, gdzie zachodzące słońce muskając taflę wody po chwili zanurza się w morskiej kąpieli, by zapomnieć przez chwilę o problemach, troskach życia codziennego, by się zatrzymać choć na chwilę w tym pędzącym pociągu donikąd i pofrunąć jak ptak, tak lekko i zwinnie. To właśnie daje nam nasz Ojciec Niebiański, nasz Pan, tę wolność i niezależność, tę radość i spokój duszy.

    Bóg zawsze był przy Tobie Aniu, czuwał nad Tobą, to dzięki temu w najgorszym okresie swojego życia zwróciłaś się właśnie do Niego. Czekał na Twoje przyzwolenie, by mógł działać, by mógł Ci pomóc. Teraz pomimo braku skrzydeł latasz, otrzymałaś piękny dar od Ducha Świętego, nowe życie i odnalazłaś tę właściwą drogę, którą wyznaczył Ci Pan Bóg.

    Pięknie piszesz o swojej pasji i o pisaniu Bloga, u mnie niestety nie jest tak przytulnie i ciepło jak u Ciebie. Więcej piszę o smutnych i przytłaczających problemach życia codziennego, bo w zasadzie wszystko to co mnie pasjonowało zabrały choroby.

    Aniu, życzę Ci powodzenia w Twoich dalszych planach i realizacji siebie, niech Ci Pan Bóg Błogosławi zawsze i wszędzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że góry to tego typu zabawa, iż przesyt nimi nie jest możliwy, ale zmienia się do nich stosunek. Kiedy przestałam je nienawidzić, zaczęłam dopiero wtedy je podziwiać. Teraz chodzę bardziej na sportowo, czyli dla zdrowia, niżeli dla widoków, aczkolwiek nie powiem, że te nie robią na mnie wrażenia, lecz szczerze przyznam, że nie każde już. Teraz aby się zachwycić, szukamy z mężem ekstremalnych miejsc, albo nietuzinkowych efektów pogodowych, tak jak tutaj.
      Wszystko się zmienia, moja droga, wszystko się u-powszednia, nawet podróże. Dlatego Ci prawdziwi podróżnicy szukają przygody w coraz trudniejszych warunkach. Np. jeden taki, którego poczynania śledzę, zaczynał od Słowińskiego Parku Narodowego, a po latach budowania doświadczenia, przeszedł cały Izrael.
      Marsz przez świat sam w sobie jest wspaniałą sprawą, ale człowiek ma jednak głęboko w sobie takie przeświadczenie, że szuka coraz większych emocji i wcale nie mówię tutaj o adrenalinie. Takiego rasowego podróżnika już mało co zachwyca. Ja się tym nie przejmuję, bo tak naprawdę mało co widziałam. Ale jeśli chodzi o Alpy... no to przyznam, że teraz ciężko jest spowodować u mnie "WOW!". ;)

      Lubisz morze? To musisz się nacieszyć nim na zapas, w przyszłym świecie nie będzie ani morza, ani słońca. ;)

      Oczywiście, że był Bóg w moim życiu. Tylko że ja tego nie widziałam. Dopiero z perspektywy czasu dostrzegłam, jaką skomplikowaną układankę w moim życiu zorganizował. Cały czas jestem pod wrażeniem.

      U Ciebie nie jest zimno i niemiło. U Ciebie na blogu jest Twoje życie i bijące serce. Tego nie da się nie zauważyć dlatego ja nie mogłam ominąć Twojego bloga. Lubię jak piszesz, mimo że to są trudne realia, ale miłość Boża prześwietla cały ten tekst. Myślę, że to ważne, że o tym wszystkim opowiadasz, bo Twoja perspektywa życia na tym świecie, pokazuje o co naprawdę chodzi w tym aby ufać Bogu. Wielu ludzi spodziewa się szczęścia i pomyślności. Są zdziwieni, kiedy okazuje się, że nie jesteśmy wcale zwolnieni z cierpienia. Ale to nas odróżnia od niewierzących, że mamy pogodę ducha, spokój w sercu i nie boimy się przyszłości. Ani nawet śmierci.

      Dziękuję i przesyłam Ci same serdeczności i uściski. Pan jest z Tobą, to co ja będę więcej...

      ;)

      P.S. https://novaeres.pl/katalog/tytuly?szczegoly=straznicy,druk

      Usuń
    2. Nie jestem wszak podróżniczką, ale mieliśmy okazję być w kilku miejscach i co nieco zobaczyć, więc doskonale rozumiem o czym piszesz, bo u nas już nie jest tak łatwo wywołać ten efekt WOW :) Natomiast te Twoje fotki robią na mnie piorunujące wrażenie ;)

      To tak jak u mnie, też Bóg był w moim życiu, a ja nie bardzo zwracałam na Niego uwagę, byłam tzw. "letnim katolikiem" i dopiero sobie uświadomiłam o Jego obecności jakieś 3 lata temu, gdy walczyłam o życie w szpitalu. Wcześniej to do mnie tak nie docierało.

      Bardzo Ci dziękuję Aniu za te ciepłe słowa dotyczące mojego Bloga, tak mi się miło zrobiło. To niesamowite, że tak trafnie odebrałaś moje intencje i poczułaś te emocje i serce, które wkładam w treść swoich wpisów. Taki mam właśnie cel by dawać świadectwo istnienia żywego Boga, że pomimo cierpienia i trosk tak wewnętrznie jestem szczęśliwa, bo czuję, że nasz Ojciec Niebiański mnie kocha, że daje mi siłę, z którą mogę góry przenosić.

      Morze, ach to morze, szkoda, że mam tam tak daleko. Zawsze mi się marzyło by osiąść na pomorzu, ale niestety znów choroby pokrzyżowały mi plany.

      Książkę będę chciała zakupić, ale myślę, że zapewne po Nowym Roku jak się wzmocnię finansowo po Świętach ;) Wszak nie jest to moja ulubiona dziedzina, ale jestem bardzo ciekawa o czym piszesz i poza tym mój syn lubi tego typu książki, teraz czyta "Grę o tron" ;) Ja zdecydowanie wolę ten realny i prawdziwy świat, chociaż nie zaprzeczę, że baśnie zawsze lubiłam.

      Dziękuję i również Ci przesyłam cieplutkie uściski oraz samych radosnych chwil w życiu przy boku Pana Boga Ci życzę :)

      Usuń
    3. Polskie góry też są piękne, ale widzę to tylko na fotkach u innych wędrowców. Nigdy nie zdobyłam żadnego naszego szczytu (Gubałówka się nie liczy).

      O książce będę chciała jeszcze więcej napisać, m.in. dlaczego ta historia jest taka grzeszna. Miałam duże wątpliwości czy na pewno to wydać. Myślałam sobie "co ja każę tym ludziom sobie wyobrażać podczas czytania..." ale chwila – przyszła druga myśl. Przede mną jeszcze sporo do zrobienia, jeszcze wiele części w planach, by na koniec całej sagi wyjaśniło się o co z tym złem w powieści chodzi. Mam plan, który obym miała szansę przedstawić światu.

      Wiele rzeczy znajdujących się w opisie tej książki, pojawia się w fabule szczątkowo, choćby kwestie nowego kościoła jak i poświęcenia swojego życia po śmierci. Bo to jest dopiero początek. Do wyjaśnienia tych kwestii dojdziemy z każdym następnym tomem coraz bliżej sedna. W końcu to cykl, nie może być wszystko jasne od razu na dzień dobry.

      Dlatego sama zdecydujesz czy będziesz to czytać, czy nie. A na pewno nie chcę, być czytała na siłę. ;)

      Dziękuję i wzajemnie. Niech Cie Bóg prowadzi.

      Usuń
  21. Właśnie tej drugiej odsłony jesieni nie lubię...W której chłodem i wilgocią przeszywa na wskroś. Jednak nie sposób odmówić jej uroku:-) Dodaje górom magii i tajemniczości, czyniąc je niezwykle pociągającymi. Chyba już wspominałam, że góry są dla mnie jedną z najwspanialszych demonstracji potęgi natury. I chociaż rzadko mam z nimi 'spotkania trzeciego stopnia' darzę je wielkim szacunkiem i podziwem.
    Bunkier rzeczywiście przypomina zamek w skale. Przywiódł mi na myśl Predjamski Grad w Słowenii, który odwiedziłam kilka lat temu:-)
    Jak dla mnie możesz trwać w tym próżniactwie i szpanować nadal;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi nie przeszkadza szarówka i ziąb. Doskonale się czuję przy takich pogodach, jestem aktywniejsza niż w lecie. Kiepsko znoszę gorączki i do tego moje ciało nie toleruje za dobrze słoneczka.
      Góry to majestat stworzenia. Aż trudno uwierzyć, że może się pojawić coś jeszcze większego na tym świecie, niż najwyższy szczyt jaki mamy aktualnie, ale faktycznie tak będzie. Wczytując się w Biblię, okazuje się, że będzie zacniejsza góra do zdobycia ;) Trzeba więc dużo teraz trenować. :D

      Usuń
  22. Te budynki!! Zupełnie jak by ktoś je tam rozrzucił bez ładu i składu! Genialnie to wygląda! :)

    OdpowiedzUsuń