Pięcioksiąg na mapie – zapowiedź i wprowadzenie

"Poświęcaj tyle czasu na ulepszanie siebie, byś nie miał go na krytykę innych."


– Christian D. Larson


Przypuszczam, że obecnie każdy już zetknął się z historią Mojżesza i z Pięcioksięgiem. Wiele osób widzi w nim analogie, bardzo trudne do zrozumienia przenośnie, albo wręcz mitologię. Twierdzę jednak, że Biblię powinno czytać się dosłownie, ale wiem jak wygląda to twierdzenie dzisiaj – jak abstrakcja blogera. A jednak w Pięcioksięgu znajdują się korzenie wiary Chrześcijan. Czym byłoby dziś Chrześcijaństwo, gdyby oni sami wierzyli w to, że wszystkie wydarzenia to bajka, a Mojżesz jest zmyśloną postacią? Byłoby to trochę słabe...
   Zatem wysunęłam hipotezę – Pięcioksiąg jest historycznym dokumentem. – Jest temat, teraz trzeba go obronić zgodnie z tym co zakładam, czyli odnieść się do rzeczywistych wydarzeń.




Patrzę na te księgi jak na dokument. A skoro tak, to gdzie mam dowody na prawdziwość tych zapisów? Zacznę od tego, że w ogóle mam je. Dlatego otwieram ten cykl "Pięcioksiąg na mapie", celem przybliżenia biblijnych wydarzeń od strony naukowej. Witajcie w moim małym bziku.
   Jakiego typu badaniom zamierzam się przyjrzeć? Jestem realistką. Choć sama wiara nie jest kwestią udowadniania czegokolwiek, tak idąc śladem historyków, archeologów, językoznawców, teologów, mogę i chcę rozważyć ten temat w jak najszerszym kontekście, bez polegania na przypadkowych źródłach.
   Ale by móc dalej pisać, muszę powołać się na czyjeś dokonania, ponieważ nie podróżowałam nigdy na Bliski Wschód.


Ponad 40 lat badań i więcej niż 100 podróży w tamtą stronę odbył odkrywca ze Stanów Zjednoczonych, Ronald E. Wyatt, którego dokumenty są po dziś dzień publikowane, ale nierozsławione – gdyby ktoś pytał dlaczego wiedza nie jest upowszechniona, odpowiedź zostawię sobie na sam koniec cyklu. W jego ślady poszedł dr. Lennart Möller, który publikował odkrycia pod własnym nazwiskiem.
   Zatem mamy parę konkretów na początek. Jest hipoteza i zamiar sprawdzenia – tak dokładnie jak to tylko możliwe, biorąc pod lupę odkrycia z minionych lat i konfrontując je ze stale nowo-powstającą wiedzą. Można powiedzieć, że im więcej dokonuje się tych odkryć teraz, tym lepiej rozumie się teksty biblijne i zaczynamy rozumieć opisy geograficzne, które wcześniej stanowiły tajemnicę.


Dr. Lennart Möller napisał we wstępie swojej książki takie zdanie: "Krytyczno-historyczne badanie różnych ksiąg Biblii sięga czasów oświecenia, gdy zaczęto rozpatrywać te teksty rozumowo. Problem powstaje, kiedy rozum nabiera najważniejszego znaczenia i uznaje, że coś jest poprawne i prawdziwe tylko wtedy, gdy może być zrozumiane z punktu widzenia logiki. To, czego się nie rozumie, nie jest prawdziwe. Jeśli uczony zaczyna myśleć w ten sposób, badanie przestaje postępować. Jest tak, ponieważ stawia się granice temu, co się rozumie."
   Trudno się nie zgodzić. Ten sam człowiek powiedział, że rozsądna postawa polega na traktowaniu czegoś jako prawdy, dopóki nie dowiedzie się fałszu.


Na mój warsztat idą odkrycia archeologiczne, odszukane dowody w postaci zdjęć oraz mapa. A wszystko to w oparciu o badania w/w ludzi i tekstu biblijnego. Zamierzam korzystać również z innych dokumentów, np. Józefa Flawiusza (postać historyczna i na pewno istniejąca) i innych.


A co z rzetelnością Pism w Biblii? Jak udowodnić, że było jedno Pismo, które przetrwało do naszych czasów w niezmienionej formie?
   Pismo powstało dzięki pieczołowitemu i ponad miarę częstemu kopiowaniu przez niezależnych kopistów. Kopie powstawały na papirusach, pergaminach i welinach (skóra cielęca, barwiona purpurą, na niej pisało się złotem).
   Biblia miała wielu kopistów. Pismo rozchodziło się po świecie i nikt tego nie kontrolował. Po setkach lat odkrywano, że inni ludzie też znają te księgi. (Żydzi i nie tylko.) Pismo rozpowszechniało się na olbrzymią skalę.


Jak ocenić wartość znaleziska i skąd wiemy, że np. Platon coś napisał?
   Tym wartościowszy jest materiał, im bliżej oryginału jest najstarsza kopia jaką mamy i im więcej tych kopii mamy. To jest miara wartości historycznej.
   Polecam zainteresowanie się odkryciami z Qumran z 1974 roku.


W następnej części tego cyklu zamierzam przyjrzeć się bliżej dzisiejszym mapom i rozwikłać zagadkę geograficzną Biblii. I nie chodzi mi wcale o przypadkowe rzucenie na mapę punktów orientacyjnych, tylko o konkretne położenie, oparte o coś więcej niż domniemania.
   Ten wstęp był potrzebny, by nie musieć się więcej powtarzać. Cykl nie będzie regularny i będzie on wymagał ode mnie sporo czasu do przygotowywania pieczołowitych opracowań. Będzie to praca oparta na wielu źródłach, na sprawdzaniu szczegółów i porównywaniu różnych faktów.
   Mam nadzieję w jakieś odległej przyszłości, że będę mogła wrócić do tego cyklu, dokładając fotografie z mojej własnej podróży. Byłoby cudownie.

12 komentarzy:

  1. Zdobywaj góry, pisz piękne książki, kochaj i bądź kochana. Tego z okazji Świąt i Nowego Roku życzę i serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i cieplutko pozdrawiam, a przede wszystkim zdrówka życzę!

      Usuń
  2. Aniu, dla mnie Biblia jest autentyczna od samego początku do samego końca, a odkrycia archeologiczne tylko to potwierdzają.
    Polecam Ci książkę Alfreda Palii pt. "Sekrety Biblii" oraz inne książki tego autora. W bardzo przystępny, ale równocześnie fachowy sposób autor oprowadza nas po krajach biblijnych i opisuje historię m.in. zwojów z Qumran.
    Nie życzę Ci Aniu radosnych świąt, bo takowych nie obchodzę, ale życzę Ci spokojnych i radosnych chwil spędzonych w towarzystwie samego Jezusa:)
    Bo czytając Biblię, to tak jakbyśmy się z nim osobiście spotykali:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat wspomniałam o tych zwojach, ale tego autora nie znam. Muszę to sobie zanotować, dzięki. :)
      Ja świąt również nie obchodzę. Ważne jest dla mnie, aby każdy dzień spędzić z Jezusem, tu nie ma podziału na dni zwykłe i święta. Dziękuję Ci, kochana i Tobie życzę spokojnych chwil, niech Ci dobry Bóg błogosławi.
      Serdeczności przesyłam. :)

      Usuń
  3. Interesuje mnie taka kwestia. Twierdziłaś kiedyś, że bóg, w którego wierzysz, nie lubi religijności i jest jej przeciwny. Tymczasem właśnie Pięcioksiąg przedstawia drobiazgowe, wręcz rozbuchane opisy czynności religijnych (mniejsza o to, jak bardzo nudnych, bezsensownych czy obrzydliwych). No to jak to w końcu jest? Pytam z ciekawości, bo wygląda to nielogicznie. Nie szukam zaczepki, bo mnie to ani ziębi, ani grzeje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obrzędy były dane Żydom po to, by zwiastować rzeczy przyszłe i to mięli robić tylko oni, nikt inny. Ale jakże wyjaśnić coś, co jest oparte na wierze komuś, kto tej wiary nie posiada. Wszystkiego fundamentem jest ufność Bogu. To, że nic nie jest i nigdy nie było bez sensu. Ale jakże udowodnić sens komuś, kto nie wierzy w cel wszystkich wydarzeń. Bez celu nie ma też sensu. Bez wiary, cała historia traci sens.

      Usuń
    2. Nie wiem, jak. To takie trochę błędne koło: pewnych rzeczy nie da się przyjąć bez wiary, a trudno wierzyć, gdy nie ma się żadnych podstaw/doświadczeń, czy jak to tam nazwać. Ale jest i dobra wiadomość - nie musisz niczego wyjaśniać :)

      Usuń
  4. Witaj Aniu.
    Byłem kiedyś na zajęciach z duchowości. Tematem była Biblia, która według pastora jest historią, mitem i poezją (pieśni i psalmy). Piszesz o Pięcioksięgu , znaczy o Torze, bo tak ją Żydzi nazywają i w nią wierzą. Mają też Talmud, czyli zbiór prawideł i mądrości.
    Mam do Biblii racjonalny stosunek i ograniczoną wiarę. Coś jednak jest na rzeczy.
    Pozdrawiam serdecznie i świątecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem może Cię ten cykl zainteresować. Jestem ciekawa czy czymś Cię zaskoczę.

      Usuń
  5. Jakiś czas temu w jakiejś stacji radiowej była audycja poświęcona Biblii, a dokładniej przekładom jej na języki świata. Gościem był specjalista od starożytnych języków, który w analizowanym danego dnia fragmencie wskazywał różne możliwości zrozumienia pojedynczego nawet słowa. Bardzo mnie to ciekawiło, bo w ten sposób może dochodzić do mniej lub bardziej świadomych wypaczeń. Co do Twoich planów to podziwiam, bo taka analiza nie należy raczej do prostych.

    :) Dzięki wielkie.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hebrajski jest językiem bardzo złożonym, tutaj nie sposób uzyskać doskonałe tłumaczenie na Polski.
      Obecnie istnieje takowych dosyć sporo, podobno najlepiej wypadają wydania gdańskie.
      Dlatego jeżeli ktoś chce z tym tekstem pracować bardzo wnikliwie, polecam wydanie interlinearne.

      Usuń
  6. Ciekawa jestem Twoich analiz, z tym że nawet czytanie na ten temat wymaga ode mnie niemałej uwagi, w końcu jest to temat historyczny i ważny.
    Powodzenia w zgłębianiu tego bzika :)

    OdpowiedzUsuń