Jestem szmaciarą.

"Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne, małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie."

– Terry Pratchett "Humor i mądrość Świata Dysku"


Byłam w tym roku w kilku dużych miastach w Polsce i te wizyty ukształtowały we mnie poczucie chęci napisania dość kontrowersyjnego artykułu (bo na moim alpejskim odludziu doznaję co najwyżej inspiracji do pisania o alpejskim odludziu), za który, mam nadzieję, nie zostanę ukamienowana. (Na całe szczęście w naszym kraju nie ma zbyt dużo kamieni.)
   Stawiam pytanie: kiedy wygląd/styl rządzi nami, a nie my nim? Naprawdę nie znam się na tym. Nie bez powodu w liceum mówiono, że jestem z Marsa. I tak będzie wyglądał ten artykuł, czym mam nadzieję, porządnie Was rozbawię.
   Pół żartem, pół serio:


W wielkim skrócie:

Przed pewną uroczystością, wdałam się w dialog. Usłyszałam, że aby się podobać, ładnie wypaść i zrobić dobre wrażenie, mogłabym chociaż tuszem rzęsy pociągnąć... Na moje pytanie: "ale po co?" spotkałam się z miną numer sto dwadzieścia, świadczącą o moim niekompletnym bagażu doświadczeń i skrzywionym kręgosłupie obyczajowym.
   Na własny ślub poszłam bez makijażu (itp.), co wymagało głośnej apelacji otoczenia. Chciałam iść w trampkach, jednak nie udało mi się.
   Zdaniem niektórych kobiet nie wiem co to prawdziwa kobiecość, która pachnie Chanel No. 5, oraz jak seksapil dodaje pewności siebie.
   Zgadza się – nie rozumiem dorabiania do wyglądu ideologi sukcesu.
Dziś możecie sobie na mnie poużywać do woli.


Pokaż to, co masz najlepsze

Jako kobieta prezentuję się prawdopodobnie jak szmaciarz. Chodzę w luźnych gaciach (wyjątkiem jest strój w góry, kwestia wygody i funkcjonalności; oraz zima, bo luźne gacie nie mieszczą się do kozaków). Nie noszę biżuterii, nie używam zapachów, a mimo to czuję się kobieca i pewna siebie.
   Powiedzmy sobie szczerze – jestem prawdopodobnie przeterminowana i staroświecka. Nie staram się ani nie kuszę, bom nie z "branży"...
   Dużo więcej wiem o mechanice samochodowej, niż o lakierach do paznokci. Jestem w stanie zdefiniować potrzebę posiadania np. motocykla, ale szpilek już nie.


Ujawnij swój charakter... (?)

Nie szukam sposobu na wyróżnianie się, na eksponowanie konkretnego stylu itd. Nie szukam metody na wyrażanie siebie poprzez swoje zewnętrze, ujawnienie swoich gustów itp. I być może automatycznie tym zaczęłam się wyróżniać... kto wie.
   Byłam kiedyś gothem. Subkultura stanowiła ciekawą odskocznię, była przygodą i także zabawą, więc identyfikowanie się i wyrażanie siebie znam bardzo dobrze.
   Dziś myślę, że fajny styl to pewność siebie w dowolnym ubraniu. Nie ma innej kolejności.


Zanim wystrzelicie mnie na Marsa:

Uważam się za zwykłego człowieka i nie mam parcia na dążenie do kobiecego ideału. Owszem dźwigam ciężary, ale wyłącznie po to, by pięknie żyć i zdrowym być, w żadnym razie odwrotnie! Nie jem śniadań... prawdę mówiąc w ogóle nie identyfikuję się ze stylem "fit" i wszech-modnym kultem ciała.
   To wszystko nie jest ani poglądem ani zasadą, tym bardziej kolejnym stylem, wyeksponowanym w internecie z dorobioną do tego ideologią. To spostrzeżenia zdeklarowanego, marsjańskiego szmaciarza.
   To bardzo miłe życie, bez patrzenia w lustro, bez chodzenia na zakupy, bez stawania na wadze i ślęczenia w regałach z żywnością bez glutenu. To bardzo sympatyczny rodzaj myślenia bez zastanawiania się co założyć przed przyjęciem, co spakować do walizki i jak dobrze wyglądać w bikini. To też oszczędny punkt widzenia bez inwestowania w kosmetyki do makijażu.
   Polecam życie na ogromnym luzie, bez przejmowania się tym, co dla życia tak naprawdę jest zbędne.
   Jeśli chcecie zostać szmaciarzami, zgłoście się do mnie – chętnie pomogę.

P.S. Wkrótce Rosjanie otworzą szlak emigracyjny na czerwoną planetę.


Powiązane artykuły:
➤ Mój ślub.

70 komentarzy:

  1. Dokładnie ! 100% racji. Teraz ludzie żyją na pokaz. Prześcigają się w byciu "naj". To jest straszne. Zapominają, że życie jest takie krótkie i liczy się coś więcej aniżeli zewnętrzna otoczka. Czasem warto zatrzymać się i zachwycić drobnostką.

    PS. Za ślub bez makijażu - szacun :) ! Grunt to postawić na swoim, a nie wpisywać się w jakieś oczekiwania innych osób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba instagram to zapoczątkował... a może nasza klasa? Wtedy zaczęło się wielkie bum na idealne zdjęcia i wygląd. Co krok to selfi i liczenie lajków.
      A wszystko po to tylko, by zaimponować innym.

      Serdeczności wysyłam!

      Usuń
    2. Dokładnie tak! Kiedyś wszyscy zakładali Facebooka, teraz masowo Instagrama. Ja zatrzymałam się na FB, i tylko ze względu na łatwą możliwość kontaktu ze znajomymi z Polski jeszcze go nie usunęłam. Instagrama nie mam i raczej nie będę mieć. Te daremne "#hasztagi" w stylu ...instamama, instacórka...instaniewiadomocojeszcze przyprawiają o zawrót głowy.

      Usuń
    3. Też na FB moja działalność internetowa się skończyła. Pod insta nie mam nawet właściwego telefonu, wciąż jeszcze posiadam aparat na guziczki.
      Fb próbowałam wielokrotnie skasować, ale długo to nie potrwało jak zakładałam od nowa konto. Inaczej kontakty mi się urywały, a wiadomo, że za granicę nie każdy ma chęć dzwonić. Z FB jest łatwiej, jeśli mogę to tak nazwać.
      Skype też się nie sprawdził. On jest bardziej jak telefon stacjonarny.

      Usuń
  2. makijaż jest niesmaczny i rakotwórczy - jako afrodyzjak wydaje się być bombą z płonącym już lontem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwne, że kobiety kłamstwem chcą uwodzić. Makijaż potrafi bardzo odmienić, dodać lat.

      Usuń
  3. Może nie do końca jestem szmaciarą, ale na pewno nie nadążam ślepo za modą, moim ideałem jest wygoda do sześcianu, szpilek nigdy nie miałam, sukienki jakieś posiadam, ale raczej na upały, bo wygodniej.
    Znam osoby podobne do Ciebie i bardzo szanuję za oryginalność stylu ubioru i bycia i na pewno w dzisiejszym świecie ciekawiej to wygląda, niż identyczne klony. Czasami gdy mam opisać jakąś osobę, to powiem Ci, trudno jest, bo większość wygląda i maluje się podobnie...a nie wszystkim to pasuje.
    Ileż to razy na wyglądzie kończy sie interesująca osoba...za fasadą nie ma nic ciekawego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygoda to ciekawy temat. W liceum zaraziłam się modą, bo chciałam być akceptowana. (Błędy młodości.) O wygodzie mówić nie było można, a akceptacji i tak to nie przyniosło. I nawet nie o same szpilki chodzi, ale... też masz rację. Chyba sam szatan je wymyślił. ;) Na pokuszenie dla panów i dobrowolną torturę dla pań.
      Śmieszy mnie młodzież, dlatego że wszyscy krzyczą slogany o wyróżnianiu się i indywidualności, a jak spojrzysz na ulice (czy korytarze szkolne), wszystkie nastolatki są w to samo ubrane i tak samo uczesane.

      Usuń
    2. To prawda, swego czasu nie rozróżniałam koleżanek syna, dla mnie to była ta sama dziewczyna, co najwyżej brunetka lub blondynka...
      Czasami w pracy widuję, jak jedne panie naśladują inne, choć im to wcale nie pasuje, wręcz przeciwnie, a już najgorzej, gdy matka chce wyglądać jak córka.

      Usuń
    3. Był taki czas, że styl "matka jak córka" był mocno popularyzowany i nawet ogłaszano konkursy w prasie i telewizji za wysokie pieniądze na nagrody dla najbardziej podobnych "zestawów". Media mają ogromny wpływ i skupiają bardzo często uwagę nie na tym, na czym się powinno. A wielka to szkoda.

      Usuń
  4. Przeczytałam i nie zamierzam ani wysyłać Cię na Marsa ani sobie na Tobie używać. Taka jesteś-prawdziwa. Szczerze i otwarcie o tym mówisz, taką Cię lubię i szanuję:-)
    Nie napiszę, że mam tak samo bo tak nie jest. Po prostu jestem inna i mam na siebie inny pomysł. Wynika to z mojej naturalnej potrzeby i w żaden sposób mnie nie ogranicza.Nie podążam ślepo za modą, nie ulegam bezkrytycznie kosmetycznym nowinkom. Wybieram to, co mi odpowiada. Siwe włosy farbuję bo uważam, że jeszcze nie czas na nie, a mam je od dawna. Gdy zaczną licować z moim wiekiem przestanę to robić;-) Ale rzęs nie tuszuję;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze niedawno planowałam dobrowolne opuszczenie planety, ale skoro Rosjanie tam lecą, to ja już nie chcę.
      Najważniejsze to czuć się dobrze w swojej skórze i nie robić wokół tego jakiegoś wielkiego halo jak to niektórzy potrafią. ;) Kompleksom mówimy nie! ;)

      Usuń
  5. Witaj Aniu.
    Żyć na luzie i być sobą, to jest to.
    I za to Ciebie Aniu lubię.
    Cała reszta to betka.
    Koty toleruję, ale wolę psy.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żyć na luzie i nie martwić się głupotami, ot co! :)
      Toleruję wszystkie zwierzęta, ale nie w domu. Chyba że jakieś klatkowe, ale jestem zdania, że te większe (wolno chodzące) w domach się męczą.
      Przesyłam serdeczności. :)

      Usuń
  6. Nie lubię Chanel No. 5. Jest ciężki . Przytłaczający. Duszący.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś specjalnie poszłam do perfumerii żeby sprawdzić co to za zapach. Przyznaję Ci rację, jest ciężkostrawny.

      Usuń
  7. "Tobie jest i tak wszystko jedno, bo ty się nie ubierasz".
    Wiesz, kto to usłyszał?
    ------------------------------------------------

    Niestety, gros ludzi ocenia innych po wyglądzie i stanie posiadania. Dlatego moje dziecko było przez lata szykanowane w szkole.
    I dlatego jestem samotna i pogardzana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem kto to usłyszał, Googl też mi nie podpowiedział. Dlatego nie bardzo rozumiem przekaz.

      -----

      Ja byłam szykanowana przez charakter i inne zainteresowania.
      Z powodu wyglądu jesteś samotna i pogardzona? Co Ty za ludzi do życia wpuszczasz?!

      Usuń
    2. Odpowiedź, której nie znajdziesz w Googlach - to usłyszałam ja. Przekaz jest jasny: też jestem szmaciarą, choćbym nawet nie chciała.
      Odpowiedź druga: tu nie chodzi o wpuszczanie. Tu chodzi o otoczenie, które jest, jakie jest i nie zależy od mojego wyboru. O to, że ludzie oceniają innych po stanie posiadania i wyglądzie.

      Usuń
    3. Aha, to no witaj w klubie. Mnie z tym faktem bardzo dobrze. ;]
      Takich ludzi jest na pęczki.

      Usuń
    4. W takim razie pora wyłonić zarząd. Kto będzie prezesem? Ja mogę być skarbnikiem i zdefraudować składki :)

      Usuń
    5. Ja mogę sprzątać. :D

      Usuń
    6. Doskonale, bo ja tej czynności baaardzo nie lubię. Ale co sprzątać? Lokal po klubowych orgietkach? :D

      Usuń
    7. Skoro o orgietkach mowa, to mogę też (w międzyczasie) prać i prasować. :D

      Usuń
    8. To cudnie, bo żelazko to mój wróg numer jeden!

      Usuń
    9. Bardzo lubię prasować, to jest jedyna taka czynność domowa, która naprawdę sprawia mi przyjemność. ^_^

      Usuń
    10. O ludeczkowie moi mili! Ty tak serio??!!! Przecież prasowania nie przebiją nawet najgorsze koszmary senne!

      Usuń
    11. No co Ty gadasz? Muzyka, hałdy prasowania, ja i żelazko... Pełny relaks!

      Usuń
    12. Ludzie święci... ileż to dewiacji i zboczeń na tym świecie... :D

      Usuń
    13. A ja dopisuję się do klubu wielbicielek prasowania :) - bardzo relaksujące zajęcie i fajnie się przy tym układa w głowie :)

      Usuń
    14. Ja lubię sobie też przy tym pośpiewać. :D

      Usuń
  8. Kobiecość jest w charakterze, to pociągające wnętrze, uwięzione w skorupie ciała. Sama również nie utożsamiam się z żadną modą, nie lubię zakupów i moje kosmetyki do makijażu codziennego jestem w stanie wyliczyć na palcach jednej ręki. Zawsze mam czyste ubranie, umyte włosy i zęby, bo to najcenniejsza i najpiękniejsza ozdoba. Dbam o siebie, ale nie przesadnie, a przy tym nie wydaje zbyt dużych pieniędzy na kolejne litry maseczek czy płynów. Czy czuje się kobieco, nawet gdy spoglądam na mijane codziennie wymalowane dziewczyny? Tak, nawet bardzo. Jak wspomniałam na początku, to chyba nosi się gdzieś tam w środku i ukazuje tylko temu jedynemu... Nie sztuką jest świecić tyłkiem przed oczami miliona osób, sztuką jest zachować ją tylko dla tej jednej osoby :)
    Bardzo dobry i przydatny post,
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś w pewnej książce wyczytałam, że atrakcyjna kobieta (czy atrakcyjny mężczyzna) jest dlatego taka, bo ma atrakcyjny charakter. Nie trzeba było wielu rozdziałów, aby to wyjaśnić, rzecz jest prosta. Na pewno znasz takie osoby, które są w centrum zainteresowań i które mają powodzenie, a wcale nie są szczególnie ładne, a może nawet są przy kości. Siła tkwi w duchu moim zdaniem. Skorupa nie jest ważna, bo ona i tak zwiędnie.

      Bardzo podoba mi się to co napisałaś o tyłku przeznaczonym dla tej jedynej osoby. :D Kwestia powodzenia to bardziej psychika niż ładna sukienka. Nie styl jest ważny ani nawet nie ekstrawagancja, ale klasa danej osoby.

      Usuń
  9. "Fajny styl to pewność siebie w dowolnym ubraniu." - bardzo zaimponowało mi to zdanie.
    Osobiście uważam, że wszystko jest dla ludzi i każdy robi to, co lubi. Makijaż ani lakier do paznokci nie jest zły, podobnie jak luźne gacie, czy trampki do sukienki. Sama mam dni, kiedy wskakuję w dresy i mam gdzieś jak wyglądam. Pryszcze na wierzchu, rozczochrane włosy... Czasem bywa i tak i wcale nie czuję się wtedy gorzej, mniej wartościowo. Czasem jednak lubię ładnie wyglądać, po prostu. Robię makijaż, zakładam szpilki i wcale nie uważam się za niewolnicę stylu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że najważniejsze jest zdrowe podejście.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  10. Aniu, jesteś wolnym człowiekiem i to mnie w Tobie fascynuje. Nie znam takiej drugiej kobiety :). Sama, mocno zakompleksiona czuję dużą potrzebę strojenia się. Ale... ja to zarazem bardzo lubię. Wychodzę więc z założenia, że jeśli coś sprawia mi radość, to czemu tego nie robić :)!!! Pozdrawiam ciepło :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przestań z tymi kompleksami, przy Tobie Chodakowska powinna popaść w większe!

      Usuń
  11. Najważniejsze to "być sobą". Pozdrawiam najsympatyczniejszą "szmaciarę" jaką przyszło mi znać wirtualnie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Widocznie niektóre osoby muszą sobie dodawać jakichś cech ubiorem. Rozumiem o co chodzi, bo też jakoś nie śledzę szczególnie mocno trendów, nie szukam na siłę jakichś ciuchów itp. Denerwuję się tylko czasem w sklepach, gdzie ubrania są jak spod jednej maszyny do szycia, nic mi się nie podoba często, a co za tym idzie moja szafa nie jest specjalnie wypchana. Ale dobrze mi z tym. :)

    Rzuciłem pomysł, by w przyszłe Święta wyjechać gdzieś, bo ta cała otoczka coraz mniej mi odpowiada.

    W tym rzecz, że odmówić w takim momencie jak Wigilia spróbowania kolejnej potrawy to rzecz niemal nie do wykonania.

    Pozdrawiam!
    Mozaika Rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ubrania jak na manekina zdążyły mnie nie raz zezłościć. ;) Bo jak tu się ubrać, jak moda kobieca nakazuje się rozebrać? Chcesz sweter na zimę, a tu dekolt głęboki albo ledwie bioder sięga. Chcesz spodnie, a w nich usiąść nie możesz bo takie opięte. Zresztą większość spodni w sklepach nie chce mi nawet przejść przez uda, a gruba nie jestem. Szyją teraz rzeczy na wieszaki.

      Pamiętam wigilię, którą spędziłam w górach tylko z mężem i to była piękna wigilia. Rzuciłam sobie pomysł, by w przyszłym roku nie przyjeżdżać do Polski. Czas pokaże, co z tego wyjdzie.

      Dla mnie wykonalna. Nawet jeśli miałabym robić w święta za czarny charakter. Nie i już. ;)

      Usuń
  13. Atrakcyjność - skomplikowane, bo ile ludzi tyle spojrzeń.
    Myślę, że to połączenie wielu składników. Lubię piękno ludzi, choć rzadko się je spotyka w stanie naturalnym. Wymaga szlifów na charakterze i wrażliwości w duszy oraz mądrości wewnętrznej.
    Wyłamię się z tych twierdzeń - lubię atrybuty zewnętrzne kobiet typu szpilek czy makijażu. Nie uważam, że to zasłona tylko polepszacze humoru własnego. Co do mody ubraniowej - myślę, że najlepsza jest ta, w której jest mi wygodnie i czuję się w niej dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama mawiała mi, że każda potwora znajdzie swojego amatora. I to rzeczywiście prawda, bo nie ważne czy kobita jest sex bombą czy ledwie zauważalnie ładną, każda z nich ma męża. W moim środowisku są naprawdę przeróżnej urody panie i panowie i nie spotkałam się, by którekolwiek z nich narzekało na brak zainteresowania.
      I właśnie tutaj pojawia się moje niezrozumienie – szpilki czy makijaż jako poprawiacz humoru. Nie trafia to do mnie.

      Usuń
    2. Nie trafia, bo są dla Ciebie synonimem niewygody i udawania. A ja lubię te akurat dodatki dla kobiet. Każdemu według gustu, co nie oznacza, że biegam na szpilkach cały dzień lub nie wychodzę bez makijażu.

      Usuń
    3. Synonimem niewygody na pewno. Czy udawania... to w pewnym sensie część nas, to jak wyglądamy, jaki mamy gust, co sobą reprezentujemy, więc nie do końca jest to dla mnie udawanie. Przepraszam, być może źle się wyraziłam. Chodzi mi raczej o to, kiedy pewne kwestie zaczynają niewolić. Zdarza się, że można stracić zdrowy rozsądek i zacząć przesadzać. Tak było kiedyś ze mną. Miałam problem z wyjściem bez makijażu.

      Usuń
    4. Oczywiście - jeśli przykładamy linijkę do bioder i patrzymy o ile za dużo/za mało do tego co prezentuje okładka Vogue i zaszywamy się w domu, albo biegniemy do lekarza który to zmieni to cierpimy na syndrom perfekcji nieprawdziwej, wykreowaną chorobę współczesności. Lubię zrobić sobie makijaż ale równie dobrze wychodzę bez. Szpilki noszę zależnie od okazji. Nie potępiam tego, ale to nie znaczy, że podobają mi się młode kobiety z toną tapety na twarzy. We wszystkim wskazany jest umiar. Akceptacja siebie - to klucz do dobrego samopoczucia wg mnie.

      Usuń
    5. Jestem zdania, że media (które mają bardzo duży wpływ na ludzi), mogłyby z powodzeniem zaszczepić w ludziach dużo dobrego i mądrego. Szkoda, że tak spłycają ludzkie życie. Ale na szczęście wśród tych gazet i programów TV, można też znaleźć ciekawsze tematy.
      Akceptacja i po prostu lubienie samego siebie – trafiłaś w sedno.

      Usuń
    6. Media mogłyby ale tego nie zrobią bo pełnią inną misję - ich zadaniem jest zaszczepić w ludziach przekonanie, że ważniejsze jest mieć niż być. Ale to temat rzeka i zupełnie z innego obszaru.

      Usuń
  14. Może te ubrania ze sklepów są tylko na wieszaki, do oglądania i podziwiania. A prawdziwe ubrania kupować trzeba w jakichś innych sklepach. :D

    Mnie najbardziej drażni to, ile trzeba czasu, by takie Święta przygotować. A tak można zarezerwować sobie miejsce w ładnej okolicy, nawet z jakimś pakietem świątecznego jedzenia i tyle. Odpoczynek jak się patrzy.

    Ja tam akurat lubię sobie pojeść, a jak są jakieś frykasy świąteczne, to odpadam zupełnie w kwestii odmowy. :)

    U mnie Wigilia i drugi dzień to było wyzwanie dla żołądka i wątroby. Ale udało się przetrwać i to.

    Sam po sobie widzę już, że chyba przyzwyczaiłem się do wstawania rano i do samej pracy też.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spodnie jestem w stanie sobie kupić tylko w jednym sklepie. Problem w tym, że na zimę nic nie produkują i muszę coś wymyślać. Np. chodzić w spodniach w góry, bo tak to nie mam żadnych innych na zimno.

      Ja już od dawna nie asystuję w przygotowaniach. Nie jestem tradycjonalistką nie zależy. Za specjalnie religijna też nie jestem i nie dorabiam ideologii cudowności i magii do drzewka czy łuski od karpia. Dla mnie najważniejsze, że znów mogę przyjechać do Polski i pobyć trochę z rodziną i znajomymi, jak co pół roku (mniej więcej).
      Ponadto zdrowy rozsądek raczej zabrania zjadania 12 potraw na jeden posiłek, ;) więc u mnie w domu przygotowujemy po prostu kolację bez świątecznej otoczki i to dlatego, że możemy się spotkać, co nie jest częste. Oczywiście barszczyk, grzybowa i pierogi muszą być, sernikiem też nie pogardzę, ale to po prostu ulubione dania, które pałaszuję dosyć często. ;)

      Co kto lubi, przez lata po rodzinnych, sutych obiadach (nie tylko świątecznych), kończyło się u mnie na medykamentach i bólu. No właśnie: "wyzwanie dla żołądka i wątroby" oraz "próbować przeżyć". To jest sprzeczne z całym interesem, ale to moje prywatne, mocno indywidualne zdanie. Gadasz z osobą, która jest w stanie siebie zagłodzić prędzej, niżeli zabalować do syta. ;)

      Usuń
  15. Dzisiaj mało kto potrafi wyjść na ulicę bez makijażu tzw. " tapety". Popieram Cię, że stawiasz na naturalność ^^
    Trzeba być zwyczajnie sobą ;) Pozdrawiam! wy-stardoll.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie: czym powodowany jest ten wstyd? Niedoskonałość czy rodzaj afiszowania siebie w konkretnej wersji? Znam pewną dziewczynę, skądinąd bardzo inteligentną, ale wpadła w okowy stylu i dziś z wolna przestaje przypominać człowieka... Pomimo że rozmawia się z nią normalnie jak ze mną czy z Tobą, wygląda... dosyć niecodziennie.

      Usuń
  16. Podoba mi się ten post. Naprawdę. I nie, nie zamierzam Cię kamieniować, co więcej tym razem siedzę przed monitorem bez barw wojennych na twarzy. Uważam, że każdy żyje tak jak lubi. Każdy czuje się piękny na swój sposób i styl, bez sensu jest kopiowanie. Do szału doprowadzają mnie trendy sklepowe, gdzie w tym sezonie nosimy mega cienkie rureczki, a w innym bikini z pareo.

    Pamiętam, kiedy pojechałam do mojego eks. W tamtym czasie nie malowałam się w ogóle. Zarówno on jak i jego rodzina nie mogli tego przeżyć, przecież jako kobieta powinnam się malować! Jego mama zabrała mnie wtedy do sklepu i kupiła mi puder oraz odstąpiła swoją maskarę. Kiedy się rozstaliśmy nie pragnęłam niczego bardziej jak wrócić do siebie, do swoich korzeni. Być sobą, taką jaką jestem, bez żadnego poprawiania. Dziś robię sobie makijaż, ale nie na zasadzie, że bez makijażu nie wyjdę z domu. Wychodzę bez makijażu bardzo często. Tuszu do rzęs na co dzień nie używam, ponieważ pracując przy monitorze tyle godzin dodatkowo podrażnia moje oczy. Lubię jednak się umalować czasami tak, że wyglądam jak nie ja. Lubię to zaskoczenie otoczenia i szczęki na podłodze. Chociażby dlatego warto. Chanel no 5 śmierdzi dla mnie. Inspiracją do powstania tych perfumów był zapach konia, który mniemam obie uwielbiamy, jednak można koniem pachnieć taniej. Umówmy się. W ogóle raczej podobają mi się perfumy ze średniej półki, te z najwyższej dla mnie śmierdzą. Mam we krwi wieśniarę i nie znam się pewnie. Ot, co. Lubię ładnie pachnieć. Jestem bardzo wrażliwa na zapachy i lubię być otoczona ładnym zapachem. Lubię jak ten zapach mnie otula.

    Wszystko co robię w kwestii urody, robię dla siebie-nie dla innych. Jeśli maluję szminką usta do dlatego, że mam psi humor i poprawia mi to nastrój, że wyglądam szałowo.

    Z biżuterią mi nie idzie. Ciągle ją dostaję, ale też jednocześnie ciągle ją gubię. Ja to w ogóle lubię mieć na sobie jak najmniej.

    Nie znam się na lakierach i nie mam cierpliwości do malowania paznokci. Nobla dam każdemu, kto ma do tego cierpliwość, bo ja zawsze zanim wyschną mi paznokcie to mam je zepsute. Nie mam czasu i cierpliwości. Ale od czego są panie kosmetyczki?

    Nie chodzę na fitness, aby być fit, ale po to aby zadbać o swoje zdrowie i nie czekać dwadzieścia lat na wymianę stawu biodrowego. Pokochałam jogę. Robi mi ona bardzo dobrze na każdą komórkę ciała! Lubię też basen. Przymierzam się do diety bezglutenowej, aby sprawdzić jak zadziała na moje zdrowie.

    To tyle w temacie, chociaż z drugiej strony mam pytanie: co jest złego w podążaniu za modą, byciu fit, malowaniu paznokci, twarzy? No dobra-botoksu i sztucznych piersi nie przełknę. Problem polega niezmiennie na ocenianiu siebie nawzajem. A prawda jest taka, że jeśli spotka się dwoje ludzi z zupełnie różnych planet, to choćby nie wiadomo jakie było ich ułożenie i tak nie będzie im ze sobą po drodze.

    Rozumiem o czym piszesz. Kiedy odwiedziła nas rodzina w drugi dzień świąt nie potrafiłam słuchać tych rozmów przy stole. Śmierdząca dulszczyzna, a o ile łatwiej by było gdybyśmy żyli i pozwalali żyć innym? Każdemu tak, jak się podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spodnie są dla mnie nie do kupienia. Gruba nie jestem ale zatrzymują mi się na udach. Ciężko tu powiedzieć czy się dopinam czy nie, bo nawet nie udaje mi się ich do pasa podciągnąć... Te najelastyczniejsze i w największym rozmiarze wejdą, ale wygodne to to nie jest. I tak dobrze, że wysoki stan wrócił, bo biodrówki to najbardziej niepraktyczne ubranie jakie kiedykolwiek miałam w szafie. Na szczęście krótko.
      Potem odkryłam sklep (jeden jedyny) w którym kupuję najwygodniejsze w świecie luźne gacie. ;P Firma ma jednak pewien mankament, nie szyją spodni na zimę. Dlatego noszę przeważnie spodnie górskie.
      Kostium kąpielowy mam jednoczęściowy. Od niedawna, ale był to najmądrzejszy wybór na świecie. Wreszcie przed wyjściem z wody nie muszę najpierw sprawdzać czy wszystko jest na swoim miejscu.

      Skoro wspominasz exa, to mój marzył żebym przefarbowała się na blond i usilnie robił ze mnie Barbie. Przez 3 lata. Później długo byłam sama. Potem w pracy usłyszałam, że mogłabym się zacząć malować, to może wreszcie bym kogoś poznała.

      Dziwne, bo zapach konia lubię. Też znam lepszy pomysł na pachnienie nim, wystarczy jednego wyszczotkować i gotowe. :D Nie dość że jedziesz koniem, to cała jesteś w sierści. :P
      Mam bardzo wrażliwy nos. To najostrzejszy zmysł u mnie i łatwo kojarzę i rozpoznaję zapachy. Nie lubię zbyt ostrych i zbyt intensywnych perfum, drażnią mnie. Ostatnio w kinie jakaś kobieta na sali pachniała, niby ładnie, ale na dłuższą metę nie mogłam się skupić na filmie. Dlatego nie specjalnie lubię sama się wypachniać, antyperspiranty wybieram neutralne.

      Też ciągle dostaje biżuterię. ;] Kiedyś lubiłam to, przyznaję, ale ile się nawściekałam, bo to jednak przeszkadzało... ja kiedyś odrobinę przesadzałam z jej ilością. ;)

      Powiem Ci, że od kiedy nie maluję paznokci, tak zrobiły się mocne i trwałe. Kiedyś mi się rozdwajały i łamały ciągle.

      Nie będzie niczego złego w byciu umalowaną i modną kobietą, póki to nie przerodzi się w niewolnictwo. Miałam na myśli skrajności, pisząc ten tekst. Kiedyś ja byłam tą skrajnością, a uczucia ulgi nie przyniósł mi chyba żaden inny prezent, jaki mogłam sobie dać, rezygnując ze strojenia się i stawiając całkowicie na naturę. Dopiero wtedy odkryłam samą siebie i, można powiedzieć, kobiecość. Dziś na poprawę nastroju przyklejam do twarzy jedynie uśmiech, nic więcej.
      W byciu fit nie ma nic złego, póki to nie przeobraża się w kult ciała i selfi w skąpym bikini w internecie. Jak nie jesteś z branży, to się nie wystawiaj. Takie mam przekonanie.
      Są pewne rzeczy, które uważam po prostu za niepotrzebne, a z biegiem czasu uznałam nawet za szkodliwe, jak lakiery do paznokci czy maltretowanie skóry fluidami. Niby oddychające, niby jakościowo coraz lepsze kosmetyki, ale na dłuższą metę widzę wyraźnie jak mnie to zmieniało. Tak jest z nadużywaniem wielu rzeczy jak solarium czy słodycze – wszystko ma swoje konsekwencje. Kwestia jest bardzo indywidualna, ja nie mogę pić szwajcarskiego mleka, ale polskie już tak. Sama wiesz z czym Ci do twarzy, a co Ci szkodzi. Mnie farbowanie włosów pozbawiło połowy czupryny, ktoś inny farbuje i ma stale gęste włosy.
      To wszystko nie jest złe, ale czy faktycznie jest potrzebne? Tak serio sobie powiedz, czy to jest niezbędne w życiu? Czy to jest warte myślenia o tym?

      Nie staram się krytykować ani zbawiać świata. Szanuję kobiety prezentujące się kompletnie inaczej niż ja, mam koleżankę, która nawet jak człowiek nie wygląda, ale to nie ważne. Liczą się więzi, tak czy owak. I to, że nikt nie próbuje wpłynąć na siebie czy zmieniać pod własny gust, tak jak to było z naszymi eksami. Grunt to widzieć granicę, gdzie jest komfort korzystania z pewnych rzeczy, a gdzie te rzeczy zaczynają nami rządzić. Rozsądek przede wszystkim.

      Usuń
    2. Dlatego nienawidzę kupować spodni i nie kupuję kozaków. Mam raczej dorodną łydkę, więc ten sam problem co Ty. Kupowanie spodni to dla mnie męka, ale jakoś udaje mi się kupić.

      Strój mam również jednoczęściowy.

      Ja mam podobnie z tymi zapachami w pracy. Niektóre koleżanki mają bardzo drogie perfumy, które dla mnie pachną samym alkoholem, niczym więcej, bardzo mi to przeszkadza w skupieniu się.

      Tutaj się całkowicie zgadzamy. Nie można popadać w skrajności. Czy potrzebne? Nie jest to niezbędne, jednak czasami poprawia samopoczucie. To tak jak czytanie czy oglądanie filmów nie jest potrzebne, ale wewnętrznie zmienia człowieka.

      Usuń
  17. Bardzo dobry post, najlepiej być sobą niż dopasowywać się do otoczenia :) Ludziom zawsze coś się nie spodoba, bo myślą, że każdy będzie żył wedlug standardów albo jeszcze lepiej mówiąc stereotypów, że 'kobieta musi być w makijażu albo nosić sukienki'. Ja też nie nosze biżuterii bo jakoś nie przepadam za świecidełkami, naszyjnikami czy innymi takimi rzeczami.
    Ja lubię się malować, ale też nie mam problemu z wyjściem bez makijażu, choć kiedyś przejmowałam się tym, co powiedzą inni, teraz jakoś to mnie nie rusza, czy ktoś powie, że jestem różowa na twarzy czy coś innego znajdzie. Najważniejsze, żeby dobrze czuć się będąc sobą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nazwijmy makijaż elementem ubioru na salony. Wskaż mi wtedy kobietę, która będzie tam wyglądać naturalnie. Nawet strój nie będzie taki, w jakim prezentuje się na co dzień. Bo to musi być wygląd niezwykły i atrakcyjny. I teraz powiedz do czego to jest ludziom potrzebne? Co jest takiego w nas, że lubimy się podobać, lubimy, by zachwycał się nami ktoś inny? Dlaczego właśnie wtedy jesteśmy tak czuli na negatywne opinie współbiesiadników?
      Mnie to nie dotyka ani nie martwi, raz wybrałam się na poprawiny do znajomego, byłam w dżinsach i trampkach, bo chciałam czuć się swobodnie i uznałam, że wesele to jedno, a później to już można odpuścić. Okazało się, że pozostałe kobiety miały nowe, kolejne eleganckie kreacje. Nie wpasowałam się, trudno, ale ile się na mnie gapiły... mogłam sobie przecież pomyśleć, że szałowo wyglądam i im zaimponowałam, stąd takie obserwacje. A może je przyćmiewałam? No sama nie wiem... ;)
      Tyle jest warte zastanawianie się, "co ludzie pomyślą".

      Usuń
  18. haha potrzebowałam się zestarzeć aby uwolnić się od tuszu na rzęsach i butów na szpilkach :)

    wiem na pewno - ludzie inaczej mnie traktują, jedni z wyższością a inni z politowaniem, to bardzo dziwne doświadczenie po tym, jak długo byłam elegancka, szczupła i piękna. Pewnego dnia stałam się sprzątaczką, chodzę w bawełnianych podkoszulkach, dżinsach i sportowych butach i przecież wcale z tego powodu nie zgłupiałam ani nie schamiałam, po prostu po poważnych życiowych zmianach podjęłam taką pracę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pewnym sensie ja też. I miałam w domu doskonały przykład naturalnego piękna, mojej mamie do tej pory kobiety w jej wieku zazdroszczą ładnej cery. Jedynym jej makijażem jest tylko czarna kreska pod okiem i perfumy. A mimo to sama zrobiłam błąd i długie lata "tapeta" była obowiązkowa. Efekt wpływu liceum na psychikę dojrzewającej dziewczyny. ;)
      Sądzę, że to nawet nie praca świadczy o człowieku, a właśnie dojrzałość, tak jak mówisz. Śmiem też dodać zabawne stwierdzenie, że wyrosłaś z tego upiększania się. Jesteś pewna, że gdybyś świadczyła pracę w innej firmie, też nie zamieniłabyś szpilek na sportowe obuwie na co dzień?
      Przyszło mi na myśl, że brutalna ocena Twojej osoby świadczy raczej o brutalnej osobowości Twoich znajomych. Padła sucha ocena.
      Najważniejsze to znać swoją wartość i nie zmieniać się dla upodobania innych. Znam takie kobiety, które znalazłszy się na podobnym do Twojego miejscu, po prostu załamywały się pod opinią krytykujących osób. Widzę po tych kilku słowach, że Twoja osobowość, Twój duch są fit i chodzą na wysokich obcasach. Twoje wnętrze trzyma klasę i dobry fason. Przecież nie może być nic piękniejszego. :)

      Usuń
  19. Trafiłam tutaj przypadkiem i widzę, że klimat przyjazny moim poglądom, choć może nie ze wszystkim w 100% się zgadzam :). Całe życie albo idę pod prąd, albo przynajmniej się staram, bo tak czuję, że na ogół nie po drodze mi z tym "prądem". Nie malowałam się do 40ki, potem tylko tusz do rzęs, co pewnie zaowocowało w pewnym stopniu niezniszczoną cerą :). Lubię ładne zapachy, więc odrobina perfum od czasu do czasu. Jeśli chodzi o modę, sposób ubierania, to pewne konwenanse uznaję, czyli nie próbuję na siłę zadziwiać swoim wyglądem, bo to też nie jest zdrowe. Ale lubię styl luzacki, lubię też zmiany, więc mam w życiu okresy chodzenia w sukienkach i szpilkach, potem na okrągło w dżinsach i luźnych swetrach i potem znowu coś innego. Moda - owszem, ciekawi mnie awangarda, ale to co jest na ulicach to nie jest moda tylko popularność, wszyscy jak klony, i to mi zupełnie nie odpowiada. Właśnie wymiksowaliśmy się z mężem z imprezy sylwestrowej, bo stwierdziliśmy, że kilkoro znajomych ma problem ze szpanerstwem. A ja nie oceniam nikogo po metce, wyglądzie, marce samochodu czy telefonu, niezależnie od tego czy akurat mam więcej/lepiej, czy na odwrót. Ważne jest jak mamy poukładane w głowie, jaki mamy kręgosłup moralny, co mówimy i co robimy, a nie jak wyglądamy i co posiadamy (w sensie materialnym). Kurczę, długo by pisać... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, że to jest przede wszystkim zdrowy rozsądek. Co motywuje człowieka do tego, aby się atrakcyjnie ubrać itd, bo jeżeli tylko szpan albo wymogi znajomych, to widzę tu problem. Już się może tu dziś powtarzam, ale myślę, że to dosyć ważne – grunt to znać swoją wartość. Wtedy wiemy, że nie musimy przyklejać do samochodu spojlerów, ani dokładać włosom dodatkowych, sztucznych kosmyków.
      Nie raz wymiksowałam się się odwiedzin z tego samego powodu co Wy ;)
      Też nie oceniam i nie rozumiem tego przedmiotowego oceniania. To najbardziej wyjaskrawia się w szkole, kiedy biedniejsze dzieci wytyka się palcami i szykanuje. Zresztą w dorosłym życiu mamy podobnie, np. w pracy. Mam stary telefon z guzikami i klapką, są tacy, którzy to wyśmiewają, ale to uch problem, nie mój. ;)
      Pozdrawiam serdecznie. :)

      Usuń
  20. Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej dochodzę do wniosku, że wszystkie trendy są wynikiem działania mediów. Już od rana w telewizyjnej śniadaniówce bębnią o dietach, modzie, ustalają przewodnie kolory, uczą nakładania tapety na twarz oraz wmasowywania całej tony specyfików na włosy, paznokcie, rzęsy, czy usta. Opowiadała znajoma kosmetyczka, że od razu pozna twarz kobiety, której cera wchłonęła sztuczne i szkodliwe substancje z kremów i maseczek. Córka koleżanki jest fryzjerką, która również odróżnia włosy zniszczone przez szampony i odżywki, które nie były dobrze spłukane z włosa, bo ta chemia szkodzi, niestety. Co zaś do mody, to Coco Chanel powiedziała, że moda jest dla modelek. Normalni ludzie powinni chodzić w tym, w czym czują się dobrze. I tyle.
    Serdecznie pozdrawiam i życzę szczęśliwego Nowego Roku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że tak. "Dzięki" mediom mamy się na kim wzorować. Już w czasach młodości moich rodziców taka gwiazda jak Pamela Anderson wprowadziła modę na piękno sztucznych piersi. Popularne czasopisma pokazują nam co w tym roku jest trendy, co nosić i jakich kosmetyków używać. Poradniki dla pań radzą, jaki salon kosmetyczny wybrać, by bezpiecznie zrobić sobie makijaż permanentny. Gwiazdy kina i muzyki – wszystkie są idealne, trudno nie popaść przy nich w kompleksy, widząc jak płeć przeciwna na nich reaguje. To wszystko jest zwykłym mydleniem oczu i skupianiem uwagi człowieka na tym, co jest nieistotne, a odwracaniem uwagi od rzeczy ważnych. Społeczeństwo dziś się ogłupia. Kiedyś zachwycano się Reymontem, dziś sagą Zmierzch.
      Lubię Coco. :)
      I Tobie życzę szczęśliwego Nowego i żeby dzisiejsza noc upłynęła Ci spokojnie i przyjemnie. Pozdrawiam ciepło. :)

      Usuń
  21. Bardzo fajny i ciekawy wpis Aniu, rzadko kto potrafi się tak szczerze przyznać do tego jaki jest i jaki styl życia preferuje, bo obawia się, że zostanie odtrącony przez rzeszę społeczeństwa. Ja niestety ciągle tak mam, bo w naszym współczesnym świecie w zasadzie liczy się prezencja i majętność. Tym się wszystko załatwi. Przez to, że choroba mnie zmieniła, to ludzie patrzą na mnie właśnie z pogardą albo z politowaniem, co jest bardzo przykre. Dlatego od zawsze chciałam wyglądać lepiej. Farbuję sobie włosy, bo mam już dużo siwych, robię sobie żele na paznokciach bo moje zaraz obgryzałam, a poza tym nie miałam cierpliwości i daru do malowania ich. Z ubraniami mam wielki problem, część muszę szyć, a jak coś się trafi to kupuję, wybrzydzać za bardzo nie mogę, poza tym obuwie może być tylko płaskie, o szpilkach mogę sobie pomarzyć. Makijaż lubię taki delikatny nie jakiś mocny i wyzywający, maluję sobie rzęsy, czarne kreseczki i delikatnie usta, nie na co dzień, ale tak od okazji. Biżuterie uwielbiam, jestem jak sroczka, oczy mi świecą na świecidełka :) Pachnieć też lubię, ale zapachy mocne i słodkie mnie mdlą, tylko świeże i delikatne :) Dziś wygląd ma wielkie znaczenie, kobiety się prześcigają w tym która będzie większą i jaśniejszą gwiazdą, a duża tu wina mężczyzn, bo na wszystko zwracają uwagę i dali by niejeden milion dolarów by mieć seksi laskę przy sobie.
    Nie ukrywam, że podoba mi się zadbana kobieta, czy mężczyzna, ale często niektórzy z zadbaniem mylą sztuczność, a to mnie zniesmacza, zwłaszcza te botoksowe wykończenia :)

    Aniu wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku Ci życzę oraz Twoim bliskim, by Pan Bóg Ci Błogosławił i byś zawsze była sobą, bo to jest najcenniejsze i najważniejsze :)
    Możesz być nie wiem kim, a ja i tak Cię będę lubić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, ale my nie jesteśmy z tego świata i nie u ludzi szukamy poklasku. Nie zapominaj o tym. ;)
      Zabawne, bo to właśnie panowie sprawili, że powodzenie kojarzy mi się bardzo źle. Zerknij sobie na pierwszy link pod tym artykułem "o moim powodzeniu".

      Dziękuję Ci serdecznie, bądź szczęśliwa, Bóg ma Cię w swoim sercu i czegóż można chcieć więcej? Trzymaj się ciepło,
      ja też Cię lubię i miło mi zawsze kiedy piszesz.

      P.S. miałam być w Krakowie teraz, ale przeziębienie ścięło mnie z nóg i jestem cały czas w Łodzi u rodziców.

      Usuń
  22. Tak wiem Aniu i o tym nie zapominam, ale niestety większość społeczeństwa myśli zupełnie inaczej :( Artykuł postaram się przeczytać jak znajdę chwilkę bo mam trochę zaległości :)

    Trzymaj się ciepło i zdrówka Ci życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest najistotniejsze w tym wszystkim. Wiem, że społeczeństwo myśli inaczej, że ocenia, osądza itd. Ty po prostu tym się nie martw. Ja się tym nie interesuję nawet, nie słucham już, bo po co.
      Trzymaj się. ;)

      Usuń
  23. W odpowiedzi kilka słów o mnie.
    Nie śledzę za bardzo mody, chociaż podobnie jak sztukę uważam ją za ciekawy obszar ludzkiego rozwoju. Nie stosuję się jednak do jej zaleceń. Noszę to, w czym dobrze się czuję. Najchętniej są to dżinsy i coś do nich. Jesienią sweter na trzecią warstwę. Wygodne buty, chociaż mogę też nosić jakieś na średnim obcasie, o ile są wygodne.
    Makijaż to głównie tusz to rzęs, przez całe życie przeważnie szminka perłowa.
    Lubię czasem biżuterię, mam swoich kilka ulubionych rzeczy, w tym przede wszystkim moje czerwono-białe korale od Annabell. :)
    Bywa, że lubię się w te rzeczy wystroić, ale na co dzień nic z tego nie potrzebuję.
    Bardziej umiem zdefiniować potrzebę remontu, niż modnego ubioru.
    Dbam o siebie, żeby być zdrowa i w formie, żeby czuć się wygodnie i zdrowo w swoim ciele. Inne czynniki pojawiają się dodatkowo (łatwość wyboru rzeczy do założenia z szafy).
    Idąc do ślubu byłam jeszcze bardzo młoda, ale sukienkę miałam używaną, buty też.
    Makijaż jednak był i strój na cywilny sobie kupiłam - z tym że taki, który mogłam potem nosić również "po cywilnemu".
    Tak więc chyba więcej tych Marsjan pośród nas, niż Ci się wydaje :)))
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za sztukę, uważam rodzaj takiego wykreowania siebie, który nie ma nic wspólnego z modą, bo to zwyczajne kopiowanie.
      Z tego wynika, że jesteś barcie kobiecą i elegancką Marsjanką niż ja. :P Ja się z sobą zdecydowanie surowiej obnoszę w stylu i byciu. Ale szlachta na Marsie też się przyda. :D

      Usuń