Imperium Poznańskich

"Im się zachciało fabryk i ,,uszlachetniania produkcji", im się zdaje, że to angielski koń, co jemu można dać prostą chamską kobyłę za żonę, a ona zaraz urodzi samego lorda! – wołał z politowaniem i zgrozą."

– Władysław Stanisław Reymont "Ziemia obiecana" (Tom 2)


Grudzień, 2018
Łódź pełna wspaniałych zabytków, kamienic, pałaców i małych dworków z pewnością można nazwać jedną z ciekawszych propozycji turystycznych wśród wielkich miast. Jednym z moich ulubionych perełek Łodzi jest Pałac Poznańskich – fabrykancki z XIX w., nazywany potocznie łódzkim Luwrem. Mieści się niedaleko mnie, więc często cieszę nim swoje oczy. Zwiedzałam go wielokrotnie, teraz przyszła kolej na oprowadzenie męża po włościach Izraela.
   Izrael Poznański kupił w 1877 roku obiekt reprezentacyjno-handlowo-mieszkalny o wówczas niezbyt okazałej elewacji. Francuski styl, neorenesansowy i neobarokowy, zaczął pojawiać się dziesięć lat później przy współpracy ze znamienitymi architektami.
   Obecnie pałac pełni funkcję muzealną, a 3/4 powierzchni niestety zajmują: urząd miejski i skarbowy, ohydnie zamalowane farbą olejną i kapitalnie pozbawione zabytkowego stylu.

Zdjęcie zdjęcia.
Dziś będzie dużo zdjęć zdjęć.



Izrael Poznański był przedsiębiorcą pochodzenia żydowskiego. Zainwestował on w pełnowydziałową fabrykę włókienniczą przetwórstwa bawełny, która przylega do pałacu i dziś służy za centrum rozrywki i handlu.
   Jest to blisko 30-hektarowy kompleks, gdzie dawniej znajdowały się tkalnie, przędzalnia, bielnik, apretura, farbiarnia, drukarnia tkanin, wykończalnia, oddział naprawy i budowy maszyn, ślusarnia, odlewnia, parowozownia, gazownia, remiza strażacka, magazyny, bocznica kolejowa, kantor fabryczny, pałac fabrykanta i budynki mieszkalne dla robotników.
   W dużo późniejszych czasach to wszystko nosiło nazwę Zakładów Przemysłu Bawełnianego im. Juliana Marchlewskiego i pracował tutaj mój dziadek.


Pierwszą, pełną urody atrakcją jest wielki przedsionek z szerokimi schodami. Na dole znajduje się kasa, recepcja, punkt informacji oraz szatnia. W punkcie centralnym (przy szatni) stoi rozległa makieta miasta. Zwiedzaliśmy w czwartek, wówczas wystawa stała jest do oglądania za darmo.
   Miły pan w szatni polecił nam zacząć od piętra, gdyż w piwnicach właśnie szalała wycieczka szkolna. Na piętrze była druga, dlatego sprecyzował nam kierunek zwiedzania. Mistrzu po prostu. To dzięki niemu mam takie chlubne zdjęcia. Zatem, moi drodzy goście, zapraszam do jadalni. Tymi drzwiami na wprost od schodów:



Jadalnia

Salę jadalnianą darzę szczególnym upodobaniem. Rzeźbiony sufit i stonowane ściany pokryte są ciemną, dębową boazerią, na których tle wyjaskrawiają się statuetki i posążki. To nie lada gratka dla miłośników wysublimowanej sztuki.
   Najbardziej reprezentacyjna sala w pałacu, oparta jest na sztuce baroku. Białe rzeźby zostały wykonane z polerowanego gipsu, a obrazy to płótna malowane farbą olejną. Jest to postimpresjonizm.
   Sala powstała już po śmierci Izraela Poznańskiego, dlatego motywem zdobień jest przemijanie. W głównym miejscu nad kominkiem widnieje scena pożegnalna, zaś paw pełni rolę symboliczną – oznacza nieśmiertelność.
   Sam kominek jest również godzien uwagi. Motyw wieńców w kapitelach i pilastrach obudowy kominka to metafory pór roku oraz przemijania.





Więcej na nagraniu:



Sala chińska albo japońska

Dokładnie taki napis znajduje się u wejścia do pokoju, zupełnie jakby ktoś nie mógł się zdecydować. Na ścianach widniały powtarzające się motywy charakterystycznej architektury chińskiej. Kontrowersyjna kolorystyka przywodziła na myśl wiosenną scenerię kwitnących wiśni... co z kolei kojarzy mi się z Japonią... Przy wejściu stał wazon z kwitnącymi gałązkami tegoż drzewka.


Szlachecka rozrywka

Nie umiem ale pograłabym. Zresztą mając wybór między tym, a kręglami, przy których notorycznie rozwalam sobie nadgarstek, władanie kijem wydaje mi się bezbolesne. Jakimś cudem i tak zawsze ląduję na kręgielni, bo to większość ma głos, a przeważnie chodzimy z liczniejszą grupą do domu gier w Szwajcarii.
   Tutaj zieleń i drewno wydają się dopasowane do stojącego w centralnym miejscu, stołu bilardowego. Stonowane odcienie i cicho tykający zegar, na pewno pozwalały na pełne skupienie i ogrywanie gości. W gablocie pod oknem leżą dwa tomy łódzkiej powieści "Ziemia obiecana".



Gabinet

Wchodząc do tego pokoju, zawsze mam wizję siebie w podobnym gabinecie, skrytym w odosobnieniu, a w tle cicho sączącą się muzykę, adekwatną do historii jaką w danym czasie zapisuję. Nie przeczę, że miast maszyny do pisania w tej wizji mam laptop (wymóg czasów), ale i tak jest to obrazek niczym delicja szampańska na stole albo wisienka na torcie – wyśmienity w każdym detalu.





Saloniki Pani domu

Buduar z wyjściem na największy taras. Pogoda jednak nie zachęcała do wystawania na nim, a mozaika z pary i szronu na szybie, uniemożliwiła szerszy widok. Przyznam, że saloniki sprawiają wrażenie  przyjemnych w sam raz na kawę i pogaduszki.
   Dekoracja secesyjna posiada w zdobieniach motywy rokoka. Meble neorokokowe mówią o bogactwie, guście i zadbaniu.


Sąsiadujący pokój to dodatkowa sypialnia pani domu, Leoni. Żyrandol, który od razu zwabił mój wzrok, został zrobiony z czeskiego szkła.
   Pierwsze co rzuca się w oczy to portiery z pluszu, połączone z jedwabiem w unikalnym kształcie. Są wspaniałą ozdobą ścian, dużo oryginalniejszą niżeli obrazy. Tworzą wrażenie przytulności i czarującego, pełnego wdzięku zacisza w pastelowych barwach.



Zastawa kawiarniana.
Główną sypialnię w całości pokrywa mahoniowe drewno. Pokój jest przytłumiony, niewiele wpada tu światła, co miałoby spory plus dzisiaj, gdyby faktycznie ktoś mógł tu spać. Wszak ulice XXI wieku są mocno oświetlone i mogłyby przeszkadzać w nocnym wypoczynku.
   Klucz programu pani Leonii to jej tron (fotel z wbudowanym nocnikiem i klapą), oraz bombardzioły szanownej.





Bombardzioły (strona tylna).
Szukałam ciekawego opisu tych gaci i googl wyświetlił mi bloga mojej czytelniczki Frau Be.
I kompletnie zapomniałam o dalszym szukaniu. 😁
Pełna gama interesujących detali saloników, w nagraniu:



Mała jadalnia

Sala służyła rodzinie Poznańskich do rodzinnych posiłków lub kameralnych spotkań. Króluje tutaj dębowa boazeria z eklektyczną dekoracją. Na środku stołu widnieje nagroda Akademii Filmowej powszechnie znana jako statuetka Oskara. Nieopodal leży odlew dłoni znanego pianisty, o którym wspomnę w następnej kolejności.
   Zabrakło zdjęć tych eksponatów, bo meble wydały mi się dużo ciekawsze... sorry.


Gipsowy sufit, który dzięki mazerunkowi imituje drewniane kasetony.
Selfi w belgijskim lustrze
brzmi lepiej niż w lustrze w windzie.
Sąsiedni pokój zwany kominkowym, służył do wypoczynku. Nazwano go dla odmiany pokojem męskim. Wygodne siedziska i regały na książki, obiecywały długie chwile w przytulnych objęciach miłej kolorystyki wnętrza. Meble zostały wykonane z brzozy i orzecha, politurowane na wysoki połysk z detalami malowanymi na kolor kości słoniowej.
   Obecnie znajduje się tu wystawa fotografii poświęcona Arturowi Rubinstein'owi, łódzkiemu kompozytorowi pochodzenia żydowskiego. Urodzony w Łodzi, zmarły w Szwajcarii. Wirtuoz i odtwórca muzyki m. in. Fryderyka Chopina.






Więcej o tych pokojach w nagraniu:


Korytarze tak samo zasługują na uwagę. Pierwszy jakim się poruszaliśmy miał kolor zieleni i starego złota. Przytłumiony, dość wąski i oświetlony tylko sztucznym światłem, niestety ani razu nie bezludny, więc zrezygnowałam z fotografii.
   A tutaj żadnego zamętu, doskonałe światło i moja ulubiona kolorystyka wnętrz.



Wystawa interaktywna

Szufladki wszystkich mebli w tym pokoju, skrywały edukacyjne tajemnice albo bardzo stare fotografie. Kilka informacji, piękny zestaw jaki widzimy na zdjęciu, oraz stolik do pisania nut to nie wszystko. Interaktywna szkoła dyrygencka uczyła poruszania batutą wedle wskazówek widniejących na ekranie. Każdy ruch był badany przez specjalny czujnik.
   Atrakcyjne wydały mi się monitory do projektowania własnej muzyki. Na ekranach dotykowych widniały rozmaite możliwości, których zapis tworzył oryginalną, własną ścieżkę dźwiękową. Mąż zainteresował się podobnym urządzeniem, gdzie do dźwięku wkomponowywało się swój własny głos.



Sala lustrzana

Inaczej sala bankietowa i koncertowa. Zbudowana w stylu empir jest jasna i przestronna, a to głównie dzięki wielkim oknom oraz lustrom, które odbijają światło we wszystkie strony. Dwa pokaźne żyrandole wiszą na błękitnym fragmencie sufitu mającym imitować nieboskłon.
   Tą salę znam bardzo dobrze nie tylko z wizyt turystycznych, ale i uczestniczenia w wykładach, np. szkoleniowych, kiedy byłam w komisji wyborczej.




Więcej o lustrzanej sali:



Piwnice pałacu

Historia miasta może nie każdego zaciekawi, ale Łodzianie raczej dobrze się tu bawią. Urodziłam się i wychowałam w Łodzi, wiele z przeszłości pamiętam, ale przedstawione tu fotografie sięgały jeszcze dalszych czasów. Te same ulice, a jakże pięknie się kiedyś prezentowały. Dziś być może wygląda to bogaciej, ale liczba samochodów nie daje miłemu wrażeniu żadnych szans.
   Przy tej okazji nie mogę się oprzeć aby nie dołączyć kilku własnych, współczesnych zdjęć.

Plac Wolności.
Dziś to gwarne rondo o sporym natężeniu ruchu drogowego.

Nie wiem czy dobrze widać podpis, dlatego dodam raz jeszcze:
jest to stacja benzynowa.

Grand Hotel na ul. Piotrkowskiej.
Dziś tędy już nie jeździ tramwaj, ten fragment ulicy
zamieniony jest w popularny deptak.


Katedra łódzka to rzymskokatolicki kościół parafialny z XX wieku. Swoje zewnętrze ma bardzo okazałe, zaś wnętrze... może jestem za bardzo do niego przyzwyczajona. Gdy byłam Katoliczką, tu bywałam najczęściej, ale odkąd pamiętam, nie robiła na mnie w środku wrażenia.
   Jak podaje Wikipedia, ta trójnawowa bazylika wzorowana jest na niemieckiej Ulmer Münster. Archikatedra łódzka jest najwyższym budynkiem Łodzi (ma 104,5 m wysokości) i jednym z najwyższych kościołów w Polsce.
   Zdjęcia zimowe robiłam dawno temu, kiedy zima trzaskała minus dwudziestoma stopniami, a mnie nie chciało się siedzieć w domu.






Dla niepoznaki dodam kilka zdjęć z mojego prywatnego archiwum, z regionu Łodzi również pofabrycznego, choć pod innym nazwiskiem. Czerwona cegła króluje nadal, a nadgryzione zębem czasu kamieniczki... albo raczej porządnie użarte przez czas – straszą, choć kiedyś było tam całkiem przyjemnie.


To wskazuje głównie na zabytkowy charakter miasta. Eklektyczne centrum Łodzi nie prezentuje sobą niczego wartego uwagi, moim zdaniem za dużo szkła i plastików. Ale niedaleko na ulicy Fabrycznej obok okazałego parku Źródliska, stara pofabryczna zabudowa nadal niektórych straszy, a niektórych zachwyca. Czasem ruina, czasem odrestaurowane szczątki historii, prezentują się pod nowym szyldem całkiem godne podziwu. Trzeba by długiego spaceru żeby te paradoksy objaśnić.
   Uwaga, teraz będzie intymna prywata:

W tej kamienicy mieszkałam z rodzicami jako berbeć.
Pierwszym na co oboje z mężem zwracamy uwagę, wchodząc do ostatniej sali piwnic, jest drewniany trzepak. Młodsze pokolenia nie zrozumieją o co chodzi. Nas rozbawił fakt, że ów trzepak dostąpił wystawienia w muzeum.


Obok stała pompa. Jako mała dziewczynka, zawsze próbowałam być tą pompującą, ale efekt był taki, że w końcu stawałam zrezygnowana z wiaderkiem przy kranie. Na tamte czasy słabowita chudzina ze mnie była.


Za pompą stał podstawowy rarytas każdego podwórka: gołębnik. Jeżeli trafiłam na sąsiada, często łapał dla mnie jednego swojego podopiecznego i pozwalał mi go głaskać. Nie była to zrozumiała dla mnie moda, ale faktycznie dość dużo ludzi hodowało te ptaki. Jeśli dobrze pamiętam, wujek też miał gołębie. I mówi to ta, co trzyma w domu ślimaki...


Kawiarenki, kawiarenki... chciałoby się zaśpiewać. Łódź nadal jest pełna podobnych miejsc, niektóre są nawet specjalnie aranżowane na tamte lata. Podobnie jak w wielu większych miastach, latem kawiarenki (i pijalki) wystawiają swoje stoliki i krzesła na zewnątrz, bo po co wtedy kisić się w lokalu?


Zdjęcie młodzieńca łódzkiego pochodzenia jawi się niczym duch, będąc fotografią na szkle, na tle szarej ściany. Nie mogłam wycelować z ostrością tego zdjęcia, które powstało w oczekiwaniu, aż wycieczka szkolna opuści salę. Tyle wyszło mi z zabawy:


Ciekawym pomysłem była imitacja bramy z kamienicy, wychodzącej na ulicę Piotrkowską, gdzie ruchomy obraz dawał złudzenie żywego pejzażu Łodzi z czasów Poznańskiego. Dorożki, pierwszy tramwaj, elegancko ubrani przechodnie i przede wszystkim głucha cisza... była brakiem tej aranżacji ale i ciekawą myślą przewodnią – jednak kiedyś na pewno było tu ciszej niż jest teraz.
   Pomyślano o wstaniu krzesła przed tym ekranem.


Język hebrajski w pewnym sensie przestaje być dla mnie kompletną tajemnicą, od kiedy bliżej studiuję Stary Testament, ale jeśli chodzi o alfabet, to nie umiem nic. Sama nauczyłam się czytać cyrylicę, to i hebrajski może kiedyś ogarnę.
   Z takim wskaźnikiem na pewno byłoby zacniej...


Różne pracownie w tym magiel, były zwieńczeniem wystawy poświęconej historii Łodzi. Nie ukrywam, że najbardziej spodobała mi się rycina zatytułowana "dzień prania u kobiety" w towarzystwie artykułów z gazet, z rubryki kryminalnej.


Pamiętam takie meble z kuchni mojej ś.p. babci.

"Dzień prania u kobiety".
Ostatnia ciekawostka to tablica ogłoszeń lokatorskich. Uznajmy to za perełkę całej wystawy, wieńczącą dzisiejszy artykuł.



Powiązane artykuły:
➤ Skansen Domów Drewnianych
Łódź Fabryczna, Elektrownia i Stajnia Jednorożców
Najbardziej charakterystyczne miejsca Łodzi, noce i dni.

28 komentarzy:

  1. Kochana
    Dziękuję za wirtualny spacer po dawnej i współczesnej Łodzi:)
    Nigdy nie byłam w tym mieście, zawsze kojarzy mi się z fabrykami i ul. Piotrkowską.
    Pozdrawiam serdecznie przedświątecznie znad kawki:)
    Ps. Muszę oszczędzać zdrowie, a przede wszystkim ręce, zatem odrywam się trochę od kuchennych zajęć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to faktycznie zabudowa głównie pofabryczna. Miasto jest na więcej niż jeden dzień zwiedzania. Coraz więcej fabryk przekształcają na różne atrakcje, kilka lat temu np. uruchomili dla turystów starą elektrownię. Jest tam m.in. planetarium.
      Pozdrawiam również i ciepełko wysyłam. Trzymaj się i zdrowiej!

      Usuń
  2. Witaj Aniu.
    W Łodzi byłem ponad pół wieku temu, a później już tylko przejazdem.
    Ciekawa ta wirtualna wędrówka po mieście.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele się zmieniło od tamtego czasu i nadal zmienia. Łódź prężnie się rozwija. Minusem jest to, że czasem cała na raz i przejechać się nie da. ;)

      Usuń
  3. Jak to dobrze, że użyłaś słowa "bombardzioły". Biorąc pod uwagę reakcje ludzi, gdy go czasem używam, to już myślałam, że jestem ostatnią osobą na tym padole, która je zna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po przeszperaniu internetu, wychodzi na to, że jest to prawdopodobne, że tylko Ty i ja znamy bombardzioły.

      Usuń
  4. W przedstawionym na jednym ze zdjec domu-famule przy ul. Ogrodowej przyszlam na swiat. Wlasciwie to w szpitalu, ale tam na Ogrodowej mieszkali wtedy moi rodzice, u dziadkow ze strony mamy. Dziadek pracowal u Poznanskiego na stanowisku majstra. Okna ich mieszkania wychodzily na podworze, nie widac ich na zdjeciu. Tam do dzisiaj mieszka wdowa po mamy bracie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ładny kawałek historii. W "mojej" kamienicy mieszka już ktoś obcy. Rodzice zamienili to na bloki na Bałutach. Nie wiem czy dobrze, bo pamiętam, że tam było przyjemnie, ale mogę mieć oszukane wspomnienia przez dziecięcą radość życia i wszystko z tamtych lat kojarzy mi się pozytywnie.

      Usuń
  5. Łódź moje miasto:) przypomniałaś mi jak dawno nie byłam w muzeum poznańskich...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam darmowe czwartki i wcale nie jest tak dużo ludzi. Sympatyczna obsługa muzealna i niezastąpiony pan szatniarz. :)

      Usuń
  6. Piękne wnętrza, co mebel to perełka, zawsze się zachwycam gdy zwiedzamy podobne. Jednocześnie zachwyt przyćmiewa świadomość czyim to było kosztem i ile służba miała z tym roboty...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurz się zbiera i dziś, "służba" ma pełne ręce roboty, aktualnie trwały konserwacje głównych schodów. Bardzo skrupulatna robota, widziałam jak filcowali drewno centymetr po centymetrze. To wszystko wymaga specjalnej dbałości aby zostało oryginalne jak najdłużej.

      Usuń
  7. Nie miałem okazji być w tych stronach. Takie budynki nawet mimo jakichś tam zmian w toku dziejów zachowują pewnego rodzaju ducha epoki.

    :) Chyba będę musiał zrobić aneks do listu do św. Mikołaja. Bo jak tak dalej będzie, to nie wiem ile będę ważył. @_@

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jeszcze kilka takich pałacyków. W większości starych kamienic łódzkich można znaleźć sporo zjawiskowych klatek schodowych. Może to śmiesznie brzmi "zjawiskowa klatka schodowa", ale to prawda. Stare jest to miasto i stare zachowano. Tylko trzeba wiedzieć gdzie spojrzeć.

      Usuń
  8. Trud i mozół włożony w notatkę opłacił się, ponieważ zachwyca nie tylko wiedzą, ale przede wszystkim zdjęciami, które można porównać, ocenić przepaść między dawnymi laty a współczesnością. Rewelacja.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za piękne słowa, starałam się, by pokazać Wam to wszystko jak najlepiej. :)
      Ciepło pozdrawiam. :)

      Usuń
  9. Dobrze, że moda się zmieniła bo nie wyobrażam sobie wpychać na takie bombardzioły dopasowanych dżinsów albo obcisłej kiecki;-) Lubię takie miejsca, lubię podpatrywać jak ludzie drzewiej mieszkali... W Krakowie tuż przy Kościele Mariackim jest Kamienica Hipolitów ze stałą wystawą 'Dom mieszczański XVII-XIX wiek'. Zaglądam tam od czasu do czasu. Bombardziołów i tronu nie widziałam ale bardzo spodobały mi się ówczesne lokówki do włosów i ogrzewacze pościeli:-) No i honorowym kustoszem jest tam kot Hipolit:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obcisłe dżinsy na żadne majtki nie wchodzą :P
      Muszę zapamiętać o tym domu.

      Usuń
  10. Twoje fotografie tutaj,Aniu,to bogactwo wiedzy o ludziach i indywidualnych osobach. Tych z przeszlosci,ktorzy budowali miasto, i tych teraz,ktorzy adaptuja stare budowle. Wrazliwe,na realia duchowe,osoby widza nawet wiecej. Bardzo interesujace. Dziekuje za podzielenie sie. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tych którzy widzą ogólnie w życiu więcej, wydaje się, że jest jak na lekarstwo. Ale bądźmy dobrej myśli, że i nasze najmłodsze społeczeństwo wyrośnie na mądrych i uduchowionych.
      Dziękuję za miłe słowa i cieplutko pozdrawiam.

      Usuń
  11. Ładnie tam. I ta maszyna do pisania! Chętnie bym taką przygarnęła, podobnie adapter czy też gramofon. Kiedyś miało się takie w domach i co? Wszystko się wyrzucało!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wymieniało się na nowoczesne. Nikt nie przypuszczał, że później będzie się za tym tęsknić, bo nikt nie spodziewał się, że nie będzie można już więcej tego dostać. Pamiętam do dziś jak ciotka pozbywała się winyli mówiąc: kiedyś to będzie tanie i nikt tego nie będzie kupował.

      Usuń
    2. Dokładnie! A tu się okazuje, że winyle koszmarnie drogie. A nasz słynny samochód "maluch" ile teraz kosztuje!

      Usuń
  12. Nie mogę przestać się zachwycać. Niesamowite, jaki piękny i nietuzinkowy wydaje się ten budynek, a przyznaję, że moje oko szczególnie przykuła "Sala chińska albo japońska". Faktycznie brzmi to w ten sposób, jakby ktoś nie mógł się zdecydować, jaka ona w końcu jest:) Łódź to intrygujące miasto, mam nadzieję, że będę miała kiedyś okazję tam spędzić trochę czasu i na pewno imperium Poznańskich będzie jednym z miejsc, gdzie wstąpię!
    A zdjęcia zapierają dech w piersiach. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak nic za rok uciekne

    Spokojnych, prawdziwie rodzinnych, magicznych Świąt Bożego Narodzenia,
    pełnych uśmiechu, ciepła i wdzięczności, za to co mamy i czego doświadczamy.
    Wiary w to, co przed nami, co czeka na nas,
    odwagi, by wyrażać siebie każdego dnia, w każdej minucie.
    Niech będzie to czas, który nas rozpromieni,
    napełni optymizmem i pozwoli odetchnąć od zgiełku codzienności,
    dzieląc swe serca, dzieląc swe chwile między bliskich i przyjaciół.

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam takie klimaty, muzea pamiątki czasów już niebyłych, te wszystkie meble ozdobne, zdjęcia, zapiski, filiżanki, całe salony. Mogłabym ich oglądać dziesiątki z różnych czasów i nigdy mi się nie nudzą, zostawiając w głowie i w sercu miłe uczucie poznawania tego, jak to kiedyś było. Może kiedyś o tym napiszę, natchnęłaś mnie :)

    OdpowiedzUsuń