Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

20. Pięcioksiąg na mapie – co powinno być na górze Synaj, a czego nie ma tradycyjna góra na półwyspie Synajskim?

"Prawda jest straszna, ale niewiedza jeszcze gorsza."
– Becca Fitzpatrick "Cisza"

▷ wprowadzenie do cyklu.
▷ poprzednia część – droga do Horebu (gorzkie wody, 12 studni, Refidim, skała Horebu i ołtarz).


Mam nadzieję, że praca domowa została odrobiona 😉, mianowicie do przeczytania (lub przypomnienia) zostawiłam link do mojego artykułu o położeniu góry Synaj. Dziś będziemy się zajmować nią dalej, jednak tym razem przyjrzymy się samej górze i poszukamy tego, co powinno się na niej znajdować wg tekstów biblijnych (a czego nie ma na górze z półwyspu synajskiego).
   Biblia podaje opis góry Horeb w wielu fragmentach – warto to zaznaczyć już na samym początku. Są to opisy dosłowne, lub traktujące o otaczających ją warunkach przyrodniczych. Oczywiście nie jest to jedyne źródło badań, bo nieodzownie korzystamy wciąż z zapisków Józefa Flawiusza oraz można również spojrzeć na Koran. Opisów tejże jedynej, oryginalnej Góry Pana jest więcej niż można przypuszczać, więc jest mi trudno do tej pory uwierzyć, że we świecie uważa się, iż leży ona na półwyspie Synaj.
   Dziś krok po kroku zajmiemy się rozpoznaniem tego masywu górskiego, spojrzymy na nią z satelity oraz posłużymy się fotografiami archeologów i podróżników.
   Będziemy korzystać głównie z Księgi Wyjścia, toteż zapisuję jedynie numerację rozdziałów i wersetów (w innych sytuacjach, oczywiście podaję księgę). Cytując Pismo, korzystałam z Uwspółcześnionej Biblii Gdańskiej.

Mapka dla przypomnienia.

Speer (1951 m) – Speer – König der Voralpen – empiryczna podróż ku wolności.

"Ludzie nie potrafią latać, bo nie wierzą, że potrafią. Gdyby nie pokazano im, że mogą pływać, do dziś wszyscy by się topili po wrzuceniu do wody."
– William Wharton "Ptasiek"


druga połowa maja, 2020
Wyprawa zajęła nam cały dzień wypełniając nasze serca impresją aż po brzegi. Każdy kilometr raczył nas czymś wyjątkowym wpędzając nie raz w chwilę głębszej zadumy. Usiądźcie więc wygodnie, zaparzcie dużą kawę (lub co tam wolicie), bo to będzie długa opowieść.
   Pod każdą górę trzeba najpierw dojechać. To nie jest tak, że wszystko mamy pod ręką i wszędzie blisko. Zaokrąglając kilometraż, gdybyśmy wędrowali tak samo mieszkając w Polsce (Łódź), mielibyśmy w zasięgu np. Jurę krakowskoczęstochowską. Też pięknie.
   Tym razem dojeżdżaliśmy lewym brzegiem jednego z moich ulubionych szwajcarskich jezior, Walensee.


Gonzen (1830 m) i historia getrów z lycry.

"Jesteś jak ptak, który ulatuje prosto w chmurę, już nigdy nie wrócisz tu naprawdę."
– Lisa See "Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz"

Jeżeli raz sięgnąłeś chmur, zanurzyłeś się w nich, doświadczyłeś wykluczenia ze świata w ten jakby nadnaturalny sposób, już zawsze będziesz chciał wracać tam, gdzie znów będziesz mógł poczuć się jak ptak.


maj 2020
Zapowiedź nadchodzących upałów sprawiła, że zakasaliśmy rękawy i postanowiliśmy wykorzystać każdą chmurę na niebie, każdy jej cień i dech wiatru. Ostatnio wspomniałam, że tęsknię za bezpośrednim doświadczaniem chmur. Udało się, znów byliśmy na wysokości lotów samolotów. Klifowego typu góra umożliwiła mi robienie zdjęć mojego ulubionego rodzaju, czyli prawie prostopadle do cywilizacji znajdującej się w dolinie.
   Warunki były wprost proporcjonalne do moich potrzeb, czyli nie za gorąco, a słońce prawie żadne. Był to dzień idealny na to aby włożyć historyczne gacie pochodzące z ubiegłego już wieku. A nadal wyglądają jak nowe. Tek kolor, ten połysk...
   Gonzen jest atrakcyjną górą z wyglądu, którą mogliście zobaczyć już wiele razy przy okazji oglądania zdjęć z drogi. Stoi jak klin między dolinami Seez i naszą doliną Renu.

Kunkelspass (1357 m) – przełęcz na polanie mniszkiem kwitnącej i epicki tunel.

– To zabawne, ale nigdy nie popadałam w depresję w dni takie jak ten, zachmurzone, szare, zimne. Wtedy czułam, że natura współgra ze mną i odzwierciedla moją duszę. Lecz kiedy pokazywało się słońce, kiedy dzieci zaczynały się bawić na podwórkach i wszyscy cieszyli się piękną pogodą, ja czułam się fatalnie."
– Paulo Coelho "Weronika postanawia umrzeć"


maj, 2020
czas pandemii
Coraz trudniej jest wyznaczyć sobie szlak, na którym nie byłoby innych ludzi, ale czy nadal trzeba na to mieć baczenie? Po ostatnich wydarzeniach związanych z protestami i wyraźnym buntem przeciwko rygorom związanym z pandemią, zaobserwowałam, że życie w Szwajcarii wróciło do normy, chociaż nadal przed sklepami i innymi obiektami stoją płyny do dezynfekcji i nadal można spotkać niektórych ludzi w maseczkach.
   Otworzono gabinety kosmetyczne i fryzjerskie, cały handel ruszył z kopyta, otwarto też prywatne sklepy. Działają restauracje, w których można normalnie zjeść. Ktoś by mógł się spodziewać, że liczba zakażonych (skoro przecież nie ustała, a Szwajcarzy na własną rękę zaczęli znów się gromadzić); będzie na nowo wzrastać, ale nic podobnego się nie dzieje. Życie w Szwajcarii wróciło do normalności. Wobec tego chyba już mogę przestać używania zwrotu "czas pandemii" w nagłówku.

Efekt pandemii (co z Tobą człowieku?)


„Na granicy światła, na granicy cienia
Stoję za murem twoich łez i milczenia
Oto wiek pogardy, gwałconej niewinności
Wiek wyzysku, rasizmu i podłości
Czas pustych słów, to czas świętej próżności
Czas sprzedajnych dziwek, dziś u progu świętości
Stoi krzyż, pod nim lincz i ubóstwo
Klechy i lichwiarze dzisiaj mamią pospólstwo” 
– My Riot „Łzy i Potęga”



2020
czas pandemii
Poruszam dziś denerwujący temat, dla wielu może się okazać, że szarpnie on za czułe struny, a będą też tacy, po których słowa te spłyną jak po kaczce. Moje zdanie nie ma większego znaczenia niż Wasze, jedziemy na tym samym wózku jak i reszta świata.
   Kiedy ogłoszono, że panuje pandemia, kiedy wprowadzono pierwsze zakazy i nakazy, pozamykano parcele publiczne, spodziewano się solidarności, jedności i wzajemnej pomocy. Stworzyłam małe podsumowanie absurdów. Po czasie zostaje tylko zapytać – co z Tobą człowieku?

Obraz olejny
autor: Łukasz Dziedzic
/źródło

Śląskie wspomnienia

"Jak kiedyś brzmiało moje vibrato? Jak opadająca, lekka struga miodu. Jaki smak miała dawniej moja wiolonczela? Niższe nuty były jak gorąca czekolada, najwyższe gryzły usta jak cierpka cytryna. A wynikające z nich emocje? Jak rozkoszne drżenie, bolesne napięcie i nagły rozbłysk. Nigdy jak planowane, mechaniczne kopiowanie. Nigdy jak tykający tryb maszyny."
– Andromeda Romano-Lax, "Hiszpański smyczek"


2013
Dom przyjaciela jest miejscem, gdzie czujemy się jak we własnym domu. Z tej definicji można by wyprowadzić całkiem przyjemną tezę o tym, iż przyjaciel to ktoś taki kogo śmiało można nazwać częścią naszej rodziny. Lubię mówić, że przyjaźń to też jest miłość, a dom jest właśnie tam gdzie ona gości.
   Jest to opowieść z jednego z kilku urlopów jakie spędziłam u mojej przyjaciółki w jej rodzinnej miejscowości. Ale że ona wraz z mamą mają żyłkę wędrowca, nie myślcie nawet, że próżnowałyśmy całymi dniami oglądając filmy i pijąc piwo. Tak też było, ale tylko troszkę.
   Były wspólne wędrówki (jej mama ma całą ekipę podróżników, więc to były nie lada wycieczki), były też skromne spacery po mieście we dwie i były przygody, o których do dziś wspominam z radością.
   Jeden z takich pobytów u niej miał miejsce w 2013 roku. Wtedy jeszcze gromadziłam zdjęcia na płytach CD i rok temu robiąc w nich porządek zauważyłam, że zawieruszył mi się krążek ze zdjęciami z Cieszyna (naszego i czeskiego) i z cieszyńskiej Małej Wenecji.


Cieszyn

Czeski Cieszyn.

To jest ten brudny styl mojego domu.

"Opuszczone fabryki, tętniące pracą centra przemysłowe czy potężne maszyny to pozornie mało wdzięczny temat dla fotografa szukającego atrakcyjnych plenerów. A jednak są i tacy, którzy nie tylko chętnie na celownik biorą wydawałoby się brzydkie i nieciekawe miejsca, ale wręcz w przedziwny sposób potrafią wydobyć ukryte w nich piękno."
– fotomaniak.pl


To nie będzie opowieść o słodyczy, choć wykluła się ze wspomnień o domu. Nie będzie tu pachnieć pieczywem, ani nie pojawią się wzruszające historie o przyjaźni. Będzie to historia o domu, który nigdy nie rozpieszczał – o moim mieście. To świat ludzi prostych, świat plotek i skandali. Rządzi tu głupota systemu, pośpiech i żądze. Rządzi tu brak tolerancji. Taka niestety jest brudna Łódź.
   Tu ludzie siedzą na tronach swego życia przed suto zastawionymi stołami. A nad ranem co zostało, ląduje w śmieciach. Nie chcą już pamiętać, że głód zbiera największe żniwo na świecie. Na ulicach inni z kolei grzebią w śmieciach, nie mają domu, nie pamiętają już ciepła. Piją na umór by zagłuszyć ból. A politycy plotą słodkie obietnice bez pokrycia.
   Żyłam pośród tych wszystkich ludzi lecz nigdy nie byłam nimi. Wiedziałam, że niebo ma dla nas limit. Oto brudny dom, industrialny brudny styl.
   Pociesz się, że to tylko twórczość i nie przejmuj się tym.


"Proroczy wstawiennik" – książka z mocnym przekazem.

"Człowiek modlitwy jest człowiekiem mocy"
– Dick Estman


Z wielką przyjemnością zanurzyłam się w treść książki "Proroczy wstawiennik", którą napisał James W. Goll i pomyślałam, że warto by ją przedstawić. Jest to dobra pozycja dla ludzi poszukujących czegoś więcej niż dziś daje nam świat, a przede wszystkim dla tych, którzy pragną zapoznać się z punktem widzenia kogoś oddychającego w chrześcijaństwie pełną piersią.
   W dzisiejszych czasach panuje niepełne pojęcie na temat modlitwy. Większość wyuczona jest tradycyjnych formuł lub wyszukuje sobie innych gotowych szablonów. To trochę tak jakby Bóg oczekiwał, że dzieci regularnie będą stawały przed Nim na baczność i recytowały wierszyki. Tym bardziej więc potrzeba jest, by pisać i publikować książki o takiej tematyce, by nasze ludzkie zrozumienie świata duchowego, nasza wiara; rosły i były skutecznie praktykowane.
   Temat tytułowy czyli o prorokowaniu to "temat rzeka", o którym nie da się napisać jednego artykułu na blog. Dobrze się stało, że ktoś napisał o tym książkę.
   (Cytaty, których nie podpisuję, pochodzą z prezentowanej dziś książki.)

Grossen Mythen (1898 m) – kamiennym szlakiem.

„Świat wartości w górach jest prosty i przejrzysty dla każdego. Ale jest to absolut piękna i estetycznych doznań. Nie chcesz, nie jedziesz. Nie jedziesz, nie widzisz. Nie widzisz, nie przeżywasz. Wybór należy do ciebie.”
– Piotr Pustelnik


maj, 2020
czas pandemii
Zacznę typowo od informacji związanej z lokalną sytuacją. Szwajcarzy mają dosyć. Kilkaset osób wyszło na ulice w Bernie, Zurychu, Bazylei i St. Gallen z powodu podstawowych zakazów związanych z pandemią. Ludzie zażądali „pełnego wyjaśnienia koronowego kłamstwa” . Ich zdaniem coś jest grubo nie tak skoro można chodzić do sklepów wielkoformatowych (a mimo to wirus powoli przestaje się rozsiewać), zaś małe firmy w tym czasie bankrutują. Ludzie wzywali do zniesienia środków nadzwyczajnych.
   Działo się to w minioną sobotę. Od tamtego dnia Szwajcarzy mają sobie za nic obostrzenia i choć stosują się do zasad panujących w marketach (itp.), tak gromadnie wylegli z domostw i żyją jak dawniej. Liczba zakażeń wcale nagle nie wzrosła, a nawet wciąż maleje.
   Czy dotknęło to nas bezpośrednio? Owszem, zaliczyliśmy ostatnio niemały SZOKER❕


Alp Rohr – kanapkowa flora i przyjacielska fauna.

„Kiedy jestem w górach nie istnieje świat zewnętrzny, zgiełk i pośpiech Jest tylko natura i życie razem z jej rytmem. Ktoś może powiedzieć, że to tylko mój wymysł, bo przed życiem się nie ucieknie. Zależy kto co nazywa życiem.”
– Piotr Morawski


początek maja, 2020
czas pandemii
Dzień wstał o piątej rano, a wraz z pierwszą poświatą słoneczną rozśpiewały się ptaki w krzakach pod oknem. Niedaleko obudziły się owce oznajmiając to dzwoneczkami. Pora wstawać, już się nie pośpi kiedy natura tak dokazuje. Poza tym plan na ten dzień był niczego sobie.
   Zastanowił mnie ostatnio taki wpis na FB: "Mądry ten wirus. Nie zaraża w Lidlu, Biedronce, Tesco... Ale franca grasuje u kosmetyczek, w barach i innych małych biznesach..." Aby nie narazić się na jego wybredność, skorzystaliśmy z niepogody i wybraliśmy się na "naszą" górę. Zapowiadali przelotne deszcze od samego rana, nieco się ochłodziło. Spakowaliśmy odpowiednie ubrania i ruszyliśmy w drogę.

Fragment "naszej" góry Alpstein.