3. Pięcioksiąg na mapie – Sodoma i Gomora.

"A wtedy Pan spuścił na Sodomę i Gomorę deszcz siarki i ognia(...) I tak zniszczył te miasta oraz całą okolicę wraz ze wszystkimi mieszkańcami miast, a także roślinność"


– Rdz. 19:24-25


wstęp do cyklu
poprzednia część

Muszę uznać, że ten fragment z Biblii jest jednym z ciekawszych Starego Testamentu. Mam olbrzymią wyobraźnię i kiedy czytam cokolwiek, w moim umyśle odtwarza się fabularny film i widzę te sceny jak na wielkim ekranie kinowym. Przerażające momenty w którym płonąca siarka leci z nieba, robią na mnie każdorazowo wrażenie.
   Być może Was zaskoczę, gdy powiem, że umiejscowienie Sodomy i Gomory na współczesnej mapie, jest najprostszą rzeczą. Legendarne zgliszcza stoją do dnia dzisiejszego i nie są tajemnicą.
   Dziś prócz geografii i archeologii, dotkniemy bliżej historii potwierdzonej – jak zawsze – w rzeczywistej formie. Na koniec spróbuję sprostać licznym pytaniom o powody zaistnienia tej masowej tragedii.


I Bóg powiedział: To jest znak przymierza, które ja ustanawiam między mną a wami i między wszelką żywą istotą, która jest z wami, na wieczne pokolenia.
Kładę na obłoku mój łuk, który będzie na znak przymierza między mną a ziemią.
I stanie się, gdy wzbudzę obłok nad ziemią, że ukaże się łuk na obłoku;
I wspomnę na moje przymierze, które jest między mną a wami oraz wszelką żywą istotą cielesną. Nie będzie już więcej wód potopu, który miałby zniszczyć wszelkie ciało.


– 1 Moj. 9:12-15


luty, 2019
Nastał kapryśny dzień. Gęste obłoki szusowały prędko po niebie, odmieniając nasz świat z minuty na minutę. Z dolin śnieg zniknął już prawie, tylko miejscami leży na polach, a miejski zgiełk o białym puchu już nie pamięta. Przyszedł dziwny czas, kiedy ptaki wyjątkowo mocno rozwrzeszczane, każą kojarzyć luty z marcem. Przyleciały pierwsze bociany. Niedawno zszedł halny, zrobiło się ciepło na jeden dzień do 16 stp.
   Na szczęście w tym kraju jest wybór. Udaliśmy się do dolin usytuowanych znacznie wyżej od naszej i tam już śnieg przywitał nas miłym zwiastunem przedniej zabawy. Zostawiliśmy samochód w miejscowości Nesslau, skąd ruszyliśmy na szlak za tą osobą, która miała największy przestrach w oczach – tam gdzie on idzie, na pewno nie będzie nam się nudzić. Człowiek ten, niestety bardzo szybko gdzieś przepadł.
   Minęliśmy ostatni przybytek człowieka.


Świadkowie – charakter narzucony.

Artykuł dedykuję mojemu tacie, który ostatnio zainteresował się świadkami chcąc wiedzieć "kto zacz". Nie oznacza to, że pomagam tacie odnaleźć haka na świadka, którego zapoznał niedawno w swoim prywatnym środowisku, a jedynie naświetlam kwestię, oraz pokazuję czym żyje ten człowiek i dlaczego jest taki, jaki jest.


"Świadkowie Jehowy – historia działalności i przemian."
Henryk Adamczyk

Książka jest szeroką ścieżką, którą czytelnik może bardzo swobodnie się poruszać. Prowadzi ona przez Chrześcijaństwo opisane od korzeni aż po czasy obecne. Przejrzysta treść pokazana przez pryzmat opinii i wiedzy byłego świadka Jehowy, okraszona została subiektywnymi komentarzami, nadając tej książce charakter naukowo-historyczny w oprawie prywatnych doświadczeń.
   Autor – mimo że wystąpił z Organizacji ś.J. – nadal korzysta w tejże publikacji z ich wiedzy merytorycznej, co rzuca bardzo jasne światło na wiele spraw jak chociażby najważniejszą, czyli jak świadkowie odbierają postać Jezusa i kim On dla nich jest.
   To nie jest recenzja autorskiej pracy p. Henryka. To jest opowieść oparta na jego pracy, skonfrontowanej z moim osobistym zdaniem na poszczególne tematy. Jestem ostatnią osobą, gotową do swarów, jednocześnie nie bojącą się wygłosić własnego zdania, więc pomimo (być może) srogiego wydźwięku, nie mam w zamyśle nikogo krytykować.

Niebezpieczny ładunek, sp. z o.o. – absurdy niekontrolowane.

"Nie ma większego głupstwa niż traktowanie na serio rzeczy frywolnych; ale też nie ma nic bardziej sensownego niż zaprząc frywolność w służbę spraw ważnych."


– Erazm z Rotterdamu "Pochwała głupoty"


u schyłku stycznia, 2019
Od kiedy ktoś nieumyślnie wywiózł w Alpy ten nieobliczalny ładunek, kraj odczuwa na sobie dotkliwe efekty jego działań. Już nawet pomijając, że ładunek sam wydostał się z naczepy i siedział na dachu drąc mordę, że "nas ne dagoniat", tak w okolicy zaczęły dziać się dziwne rzeczy...
   Okazało się, że ładunek nie jest tu sam, ale z legionem, który – gdy się mu sprzykrzył – wyrżną odnalezionym niedawno Ekskaliburem. Ale to nic, bo... czy znacie drzewo imieniem Groot? Może to jeszcze żadna przesada, każdy bowiem przywykł do wielkich Entów i Drzewców, które też niewiele gadatliwe, co bardziej może niebezpieczne są i nie budzą tak wielkiego zdziwienia na te czasy. Ale ta ciężarówka... transformowała i stanęła na dwóch nogach.

To zdjęcie powstało dzięki PhotoFunia.

Moja inklinacja.

„Gdzie jest Miłość, tam jest życie”.


– Mahatma Gandhi


z kolejnego spaceru z Przyjacielem
Potrzebuję Cię codziennie nawet jeśli moje myśli nie idą ku Tobie. Potrzebuję byś był przy mnie nawet jeśli mielibyśmy tylko milczeć, ja i Ty. Potrzebuję Cię codziennie nawet jeśli miałbyś milczeć całym światem. Chcę widzieć Ciebie jak podążasz w moją stronę mgłą delikatną, jak objawiasz śmiech w tęczy barwnej w każdym promieniu słońca łagodnym szeptem, świętym pocałunkiem niosącym się z wiatrem.
   Ważniejszy jesteś niż strach. Bliższy niż piękny sen. Mocniejszy niż sztorm, który jedną ręką uciszasz, Ty, który oddychasz we mnie. Moje tchnienie życia...


Powleczone kolorem.

"Talent jest ściganym interesem.
Innymi słowy, wszystko co chcesz praktykować,
możesz zrobić. "


– Bob Ross


Bóg włożył mi w dłoń pędzel, pokazał świat z różnych perspektyw, a teraz ja udaję, że potrafię przelać te widoki na płótno. Słabo... słabo... czyli dziś o tym, jak Ania pomnaża swoje talenty.
   Notka na zlecenie, nie planowałam pisać nic dla swojej chwały, ale niech będzie, chwalcie albo krytykujcie. Przyjmę wszystko, byle w zgodzie z prawdą.
   Zleceniodawca: jotka.


2. Pięcioksiąg na mapie – Abram

12:1 I Pan powiedział do Abrama: Wyjdź z twojej ziemi i od twojej rodziny, i z domu twego ojca do ziemi, którą ci pokażę.
12:2 A uczynię z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i rozsławię twoje imię, i będziesz błogosławieństwem.
12:3 I będę błogosławił tym, którzy tobie będą błogosławić; a tych, którzy przeklinają ciebie, będę przeklinać. W tobie będą błogosławione wszystkie narody ziemi.


– Księga Rodzaju
(korzystałam z tłumaczenia
U. B. Gdańskiej)

Wstęp do tematu.
Część pierwsza.
Dziś nie uraczę Was wieloma zdjęciami, tak jak poprzednio. Tym razem historia będzie zawierała głównie kontekst merytoryczny całej sprawy, z której w następnej już części, ruszymy z kopyta z mnóstwem zdjęć i filmem z miejsca – mnie prywatnie – najbardziej interesującego. Ale żeby nie wyprzedzać faktów, najpierw Abram.
   Kim był, gdzie polazł i co miał zrobić? Historię można bardzo skrócić do dwóch faktów. Miał zamieszkać na konkretnym terenie, a potem zrobić dziecko. Aby stworzyć odpowiednią mapę, trzeba najpierw zapoznać się z poszczególnymi krokami migracyjnymi tejże rodziny.

Abram miał 75 lat kiedy Bóg kazał mu opuścić dom ojca. Jego wyjście z owego domu wyglądało tak, że zabrał też i ojca. Prawdopodobnie dlatego musiał zatrzymać się w Charanie na dłużej, aby poczekać, aż jego ojciec umrze.
   Była z nimi żona Abrama, Saraj, bratanek Lot i cała służba Abrama, która wskazywała na jego niewątpliwą majętność.


7:4 Wtedy wyszedł z ziemi chaldejskiej i zamieszkał w Charanie. A stamtąd, gdy umarł jego ojciec...


– Dzieje Apostolskie.

Widok na Morze Śródziemne
źródło zdjęcia

Urodziny na wyżynach.

Życie nie zmieni się, póki masz młode serce, a takie najlepiej zachować do końca życia. Pomarszczone opakowanie nic nie znaczy jeżeli serce zuchwałe i rozum pogodny.


lipiec, 2017
Niedawno skonsternowana zauważyłam, iż na blogu brakuje mojej opowieści urodzinowej, o której nie tak dawno wspominałam i miałam zamiar zalinkować... a tu nie ma, przepadło. Postanowiłam ten brak nadrobić, jest to więc post uzupełniający, aby stała się jasność w tej materii:
   Nie obchodzę urodzin, choć znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że to też pewien rodzaj obchodzenia. Jeżeli ucieczka przed ludźmi w podróż bez kontaktu ze światem jest metodą, to powiadam Wam – jestem jednodniowym pustelnikiem. Nie chcę odbierać mojej własnej chwały.

Pewnego czasu swego dnia postanowiłam zdobyć liczbę z mojej metryczki z szerokim widokiem na przyszłość.
   Jedni opowiadają o swoim życiu poprzez książki, inni na łamach bloga, a jeszcze inni opowiadają nocą przy ognisku. I wszystkie formy są piękne, ciekawią, bywają natchnieniem i motywacją dla innych. W ten sposób otwieramy też drogę do siebie. I tak było tym razem, bo wróciwszy z gór, powstała podobna opowieść. Wracam dziś do niej wspomnieniem.


Ekipa z Liechtensteinu – jedziemy na sanki!

"Z każdym dniem rozumiał coraz lepiej, że ludzie są zdolni. Zdolni do wszystkiego."


– Marek Krajewski "Aleja samobójców"


u schyłku stycznia, 2019
Bohaterami Lichtenstein Shore są zwykli ludzie, których łączy (za wyjątkiem mnie) praca w Liechtensteinie. Castingu nie było, bo gdyby trzeba się postarać, to nikt by nie przyszedł, więc zgłosił się kto chciał. Szwajcarka z Appenzell, Szwajcar z Glarus i Niemiec z Bayern, a reszta sami Polacy, w większości z południa kraju.
   14-osobowa grupa tworzy tzw. Ekipę z Lichtensteinu. W trakcie programu uczestnicy spędzają czas razem. Ich własne telefony z aparatami fotograficznymi pokazują perypetie na szlaku, w gospodzie, a później podczas wspólnego zjazdu na sankach. [wg Wikipedi o wszelkich "... Shore"]
   Wynajęty bus przyjechał po nas do Liechtensteinu, skąd pojechaliśmy do Austrii. Podróż zajęła nam godzinę. Na miejscu po krótkiej przerwie technicznej udaliśmy się w mozolny marsz tempem nienagannym, aczkolwiek można by iść tak żeby nie marznąć... szliśmy natomiast tak, aby było weselej.
   Z uwagi na powyższe informacje, wszystkie zdjęcia zrobione z telefonu są wesołej jakości.


Boże poczucie humoru.

"Humor jest najwspanialszą przyprawą w czasie uczty życia."


– Lucy Maud Montgomery "Ania na uniwersytecie"


zdj.: styczeń, 2019
Szła taką drogą jak ta, ale nie poranną. Kierunek wytyczał jej księżycowy blask. Choć w kadrach pozostała pamięć polarna, tak wtedy towarzyszyła jej zieleń traw. Noc wypełniała świat, kiedy czarne obłoki przesłoniły srebrną tarczę. Pojawiła się mgła, a Luna odeszła nagle.
   Niewiarygodna to historia, ale mogła przydarzyć się naprawdę. Co jest fikcją, a co jest faktem? Przysłuchaj się tym słowom uważnie.