Warszawa – remake.

"Każde spotkanie doprowadza do rozstania i tak zawsze będzie, dopóki życie jest śmiertelne. W każdym spotkaniu jest część żalu z rozstania, ale w każdym rozstaniu jest ta sama ilość radości ze spotkania."


– Cassandra Clare "Mechaniczna księżniczka"


czerwiec, 2019
Starymi śladami pozostawionymi przed rokiem, kroczyły dwie przyjazne dusze tworząc swą opowieść. Choć miały w pamięci dostateczny zapas wspólnych wspomnień, okręciły sobie czas wokół palca i stworzyły zupełnie nowe.
   Rozstały się w lecie na tym samym szarym, gwarnym dworcu, by przywitać się znów. Estera wplatała w rozmowy swój kolor, by czas rozkwitł im kuklikiem szkarłatnym. Hannah raczej zamieniła się w słuch, lecz dłużna nie była opowieściom pachnących samym tylko wiatrem.

W kozackim stylu – REMAKE!

"Trzymałem się Twojej ciszy
Trzymałem się dla kogoś, kto był ze mną,
Lecz Twoja miłość jest niewdzięczna,
i śnieg padał od Twojego chłodu.
I błąkało się światło po Twoich rękach,
a marzenia są takie ponure
i kiedy Ty śpisz, beznadziejnie znikają,
Ptaki północy w złotej mgle"

– Kozak System - Сніг (Snih)


15 czerwca 2019
Minęło pięć lat od kiedy nie mogliśmy na siebie trafić. Moja w tym rzecz, bo oni mają konkretny grafik, a ja mogę dołączyć jeśli chcę. Lecz lata mijały i ziemię polską odwiedzaliśmy na zmianę. Mijaliśmy się powoli zapominając o sobie wzajem.
   Jednak ziściło się. Wróciłam na moment do moderacji Worldwide FanClub. Wszystko na jeden dzień stało się takie jak dawniej. Dynamiczny dzień, podróż, powitanie, zdjęcia, flow... Może nie zrobiłam sesji życia, ale przyjemnie było wrócić do tego fachu.
   Przede wszystkim przyjemnie było zobaczyć się z nimi. Pamiętali.

Króciutka historia Kozak System oraz trochę dłuższa, nasza wspólna historia:
➤ W kozackim stylu – разом з козаками.

Kartka z pamiętnika.

Ja nie jestem normalna. Nikt nie jest, bo ludzie nie są schematem, lecz normalność nim jest, bo ma określone ramy.
   ...w sumie... to nie liczy się kim byłam.
Liczy się kim jestem.
Ale...:


czerwiec, 2019
Pamiętnika nie prowadzę i nawet za młodu nie byłam tej idei wierna, choć wiele razy zaczynałam. Zawsze za to istniał jakiś blog. Kiedyś pisałam bardziej osobiste teksty, a strona strzeżona była pod słowem-kluczem, który otrzymało ode mnie tylko kilka osób. Dziś, poczytałam sobie kilka z tamtych wpisów, (powoli wszystkie kasuję) i serce aż samo rwie się do kilku refleksji. Wszak czas pędzi, ludzie się zmieniają, a teraźniejszość wyraźnie konfrontuje się ze starymi marzeniami.
   Powiedzmy sobie szczerze – jest za gorąco na trudne tematy. Wczoraj dwa razy przeszłam obok kurtyny wodnej, dając się zmoczyć dla ulgi w upale. I niech moje słowa będą takim zroszeniem. Stare plany kontra dziś, luźny temat i zdjęcia powyrywane z przeróżnych czasów.
   Miłej zabawy!

Na ziemi łzami zroszonej.

"Moje ciało porzucone gdzieś bezładnie Tej nocy koszmar rozszarpał mnie dokładnie  I nie pomogło nic, głośno krzyczałam Snu już nigdy... nigdy nie zapomniałam"

– Moonlight "Strach"


czerwiec, 2019
W czarnej duszy wodza rozkwitło polnym makiem pragnienie. Chociaż dziś świat trwa dalej, to jednak tutaj zatrzymało się czerwone wspomnienie. Zły duch wiązał ludzi czarnym snem, swe intencje kryjąc w tajemnicy.
   W swych półcieniach strach ukrywał ludzi. Spłoszone motyle nie miały szans. Sine skrzydła obumarły, otwarta ziemia połykała ich blady pył.

Arianta arbustorum – kolorowi podopieczni.

"Ciekawe, jak to jest, że ślimaki chodzą tak wolno, a zdążają."


– Stanisław Tym


Niektórzy z Was wiedzą, że moim małym hobby stały się ślimaki, (choćby z punktu dziewiątego spośród siedemnastu faktów o mnie). Ale nigdy dotąd nie opowiedziałam Wam o moich podopiecznych. Czas nastał najlepszy, wakacyjny i przymilny jak sama myśl o przyrodzie.
   Od dziecka byłam blisko z naturą. Zawsze było w domu jakieś zwierzę. Mieliśmy psa, mieliśmy kota. Gryzonie, żółwia, rybki oraz wszystko to, co moja dziecięca pomysłowość mi podpowiadała, czyli zwierzęta pożyczone od natury na jedno lato. Jaszczurka, żabka, pająk krzyżak, chrząszcze i ślimaki. Wszystko to było wypuszczane często jeszcze tego samego roku.
   Wyobrażacie więc sobie jak mi się pusto zrobiło, kiedy przez parę lat nie miałam pod opieką żadnego stworzenia? Za granicą byłoby z tym trochę kłopotu, to nie jest takie proste jak w Polsce.
   Wszystko zmienił krzak bazylii zakupiony w markecie. W domu zauważyłam na nim małego ślimaka europejskiego – bursztynkę. Nie spłukałam jej do zlewu. Znalazł się w domu duży słoik, który bursztynek zamieszkiwał dłuższy czas. Dziś go z nami już nie ma, a słoik został zamieniony na terrarium.


Taminaschlucht – najgłębsze głębiny wąwozu.



na początku czerwca, 2019
Kiedy pierwszy raz zajrzeliśmy do Taminy, trafiliśmy o złym czasie, gdyż przepięknie malowana budowla była zamknięta, a najgłębsze głębokości nieczynne. Tym razem uzbroiliśmy się w odpowiednią wiedzę dla tej gratki i ruszyliśmy z pewnością siebie do celu, oczywiście inną drogą.
   Wtedy rzeka była czysta jak kryształ. Zeszliśmy nawet do jej brzegów żeby zmoczyć ręce i twarz. Wiosna i jej wątpliwy urok popsuł nam trochę smak tej wędrówki, bo aktualnie roztopy trwają i z gór leci kakao.
   Dlatego tym bardziej zachęcam do archiwalnej opowieści, gdzie wody Taminy skrzą się jak marzenie:

Jest to widok z mostu w miejscowości Bad Ragaz.

Polskie wspomnienia – miejsca, do których się wraca.

"Przy umiarkowanym wietrze, gdy słońce sięga naszych ciał
Myśli czyste jak powietrze i trochę wolniej płynie czas
Wracam dobrze znaną drogą choć nie do takich samych miejsc
Bo wszystko się zmienia, bo wciąż panta rhei..."


– Sylwia Grzeszczak "Tęcza"


lipiec, 2012
Dziś zabieram Was z alpejskich szlaków zatopionych w zbyt gorącym słońcu prosto do krainy, o której wspominać kocham i o której wspominać warto. Do rajskich uroczysk ukrytych przed światem, do cienistych lasów, do jezior życiem bogatych. Tam gdzie najbliżej z naturą jak tylko można być, tam gdzie powietrze ma zapach dzieciństwa z najpiękniejszych dni.
   Są to wspomnienia z urlopu, który odbyłam w pojedynkę, (co dość często kiedyś uskuteczniałam), a przyznać muszę, że poczuć się samotną było niemożliwe. To właśnie wtedy można odnieść wrażenie, iż wszystko za pan brat i wszystko takie nasze, zatroskane o Ciebie – wędrowcu, który tu przybywasz – sam nie będziesz nigdy, porzuć myśl o samotnych chwilach.
   To Mazury sprawiły, że jestem kobietą bez serca, ponieważ serce swoje zostawiłam właśnie tam. I jest tam ono do tej pory. Utaplane w błocie, czasami rosą skropione. Niekiedy w słońcu ogrzane lub we mgle ukryte. Bo takie właśnie było mazurskie życie. Od czasu do czasu oczywiście.

Hochhamm Gipfel (1275 m) – spokój w Appenzell.

"Marzeniem współczesnego człowieka jest przenieść się ze wsi do miasta po to, by później móc przesiedlić się z miasta na wieś."


– Alec Guinness


pierwszy dzień czerwca, 2019
Nie chce się siedzieć w domu, więc gdzieżby indziej się wybrać? Szlak banalnie prosty prowadził nas głównie przez pastwiska i łąki gęste i wysokie jakich nie pamiętam nawet z dzieciństwa. Uraczę Was dzisiaj mocą zieleni osłonecznionych alpejskich tarasów, utworzonych w rozkwieconej naturze.
   Opuściliśmy dolinę okoloną wysokimi górami, wjeżdżając w zupełnie inną, pagórkowatą z widokiem na jednego tylko kolosa, Alpstein i górujący na nim najwyższy szczyt: Säntis.
   Droga wiła się w soczyście zielonym pejzażu, a dookoła robota aż wrzała. Nadszedł czas koszenia, suszenia i zbierania traw na sianko dla trzody na zimę.


Chindlistei – historia pogańskiego kultu w Appenzell.

– Mogę ci powiedzieć jako naukowiec, Diano, że nie ma czegoś takiego jak normalność. – Jego głos, zaczynał tracić ostrożną łagodność. – Normalność to bajeczka na dobranoc dla dzieci, jedna z baśni, jakie ludzie opowiadają sobie, żeby czuć się lepiej, gdy stają wobec obezwładniającej oczywistości, że to, co dzieje się naokoło, w żadnym razie nie jest normalne".


– Deborah Harkness "Czarownica"


u schyłku maja, 2019
Ostatnio uparliśmy się, by w końcu pójść w góry, a było jak było, więc trzeba jeszcze wstrzymać konie i... Tak znów wróciliśmy do słodkiego Appenzell. Jest tu wiele szlaków tematycznych, którymi czasem chadzamy rekreacyjnie, aby przy okazji dowiedzieć się czegoś nowego.
   Ostatnimi laty poszliśmy szlakiem zabytkowych kapliczek Appenzell, szlakiem ulubionych zakątków kózki Laury, a także ciekawym szlakiem zielarskim, którym wędrowaliśmy dokładnie rok temu.
   Ten, o którym Wam dziś opowiem, biegnie sąsiadująco z tym zielarskim, więc można powiedzieć, że wróciliśmy w to samo miejsce. Jednakże – choć szlak po części się zazębiał – poprowadził nas we wcześniej nieznane nam tereny pełne legend.
   Zacznijmy jednak od miejscowości, w której zostawiliśmy samochód. (Zdjęcia makro pochodzą z przydomowych rabat w Heiden.)


Sen o próżności.

"Lepiej bez celu iść naprzód niż bez celu stać w miejscu,
a z pewnością o niebo lepiej, niż bez celu się cofać."


– Andrzej Sapkowski "Wieża Jaskółki"


Szkoda czasu, w drogę już pora. Co mi powie ten, który czasu nie liczy? Że on w miejscu nigdy nie stoi, lecz człowiek bez przerwy naiwność w tym ćwiczy.
   Łapie chwile, żyje nimi i myśli, że poskramia upływający czas. Patrzy w lustro ze zgrozą i milczy, planując jak zwalczyć to, co dzieje się we wszystkich z nas.
   Każdą linię na twarzy, tak jak dni wyskrobane w ścianach więziennych przez tęskniącego za wolnością; mnoży i dodaje. Dni i tygodnie, miesiące... aby ich przybywało – o tym więzień marzy. Mniej w więźniu próżności, mówię Wam, bo choć liczy dni z uporem, wszystkie zmarszczki przynoszą mu nadzieję. Świadczą o tym, że czas płynie. A on pragnie wreszcie ruszyć w drogę, w którą nam – choć możemy – ruszyć nigdy się nie chce.