15. Pięcioksiąg na mapie – EXODUS

"Podróżowanie ma raczej więcej wspólnego z doświadczaniem pewnych rzeczy niż z oglądaniem ich."

– Nicholas Sparks


▷ wprowadzenie do cyklu.
▷ poprzednia część – 10 szans faraona na ocalenie kraju.


Pora opuścić Egipt i udać się w trudną i wyczerpującą drogę przez pustynię. Lecz żeby wszystko poszło sprawnie i w miarę szybko, należy ogarnąć cały lud. Właśnie – jak wielki był lud Izraela w czasach Exodusu i jak z tym sobie poradził Mojżesz?
   600 tys. mężczyzn + 600 tys. kobiet = 1.2 mln + 10% cudzoziemców to około 1,7mln. Rodziny były wówczas wielodzietne. W przeszłym czasie żydowscy chłopcy byli zabijani, co sugeruje nadwyżkę kobiet. Czy można więc policzyć ich dokładniej?
   Skoro przeznaczono im do zamieszkania wielki obszar, musieli być w stanie już na początku go zaludnić. Jest wiele fragmentów w różnych księgach Biblii, odnoszących się do liczby ludności. To jest jednak nadal teoretyzowanie, obliczanie szacunkowe. Ja potrzebuję konkretnych weryfikacji.
      Cytując Pismo, korzystałam z Uwspółcześnionej Biblii Gdańskiej.

/źródło zdjęcia

Drań z Werdenbergu (5) – Werdenberg – 4 pory roku.

"Doświadczenie historyczne wskazuje na to, że właśnie absurdalne, a nawet zupełnie idiotyczne idee najłatwiej opanowują umysły mas."


– Władimir Wojnowicz "Moskwa 2042"


zbiór zdjęć z różnych lat
Złotymi literami na lekko zmarszczonych, sztywnych kartach, zapisał pewną ręką historię młody skryba. Litery się mieniły, a usta skrybie pierzchły, miał on bowiem zwyczaj przy pisaniu, wciąż je oblizywać. Lecz wytrwale zapisywał wszystko o czym wiedział, a dobrym był obserwatorem i mężczyzną bystrym.
   Oto przed nami w skórzanej oprawie, historia rycerzy i hrabiów, a także od pierwszych śladów osadnictwa do czasów dzisiejszych, złote litery także nam przedstawią.
   Jestem jednym z ludzi o wciąż niezaspokojonym apetycie poznawania zwykłego życia świeckich obywateli z dawnych czasów, tym bardziej czuję, że jest to miejsce dla mnie. A i przyznać muszę, że taki pan Władziu z mojej treści, wraz ze swoją wielką pasją i ochotą do opowieści, przydałby mi się niezmiernie.
   Projekt Werdenberg – 4 pory roku, został napisany na potrzeby opowiadania "Drań z Werdenbergu". Celem bohaterki było stworzenie projektu reklamującego Werdenberg w internecie, przy czym miało to być coś innowacyjnego, ponieważ nasz hrabia to dziwny typ i raczej wybredny.


Oto więc jest miejsce akcji:
★☆★☆★☆

🌈
WIOSNA

Zieloną farbką świeże trawy wymalowały pejzaż. Rankiem jeszcze delikatnie wszystko posiwiałe, a w pełni dnia już pachniała wiosną cała ziemia. Na wyżynie nad dachami wznosi się zacny monument, oto dziś specjalnie przed Wami, zamek, dom i centrum kultury. A doń można dojść tylko ciasnymi ulicami, nad którymi drewniana zabudowa cieniem się kładzie.


Wdzięczność jest cudowna.

"Wdzięczność i pokój serca idą z sobą w parze."


– Richard Carlson


na początku stycznia, 2020
Wdzięczność to stan umysłu. Wdzięczność jest piękna, rodzi i pogłębia uczucie szczęścia. Uzdatnia do dostrzegania dobrych rzeczy tam gdzie pozornie ich nie ma. Sprawia, że zawsze widzimy dwie strony medalu, ale ta dobra szczególnie nam jaśnieje.
   Był pochmurny, zimny dzień, a po drodze na szybie samochodu pojawiły się pierwsze krople deszczu. Nie zawróciliśmy. Podziękowaliśmy Panu za możliwość wędrowania po górach i jechaliśmy dalej.
   Na miejscu było pochmurno, ale po deszczu ani śladu. Za to leśna ścieżka biegła wzdłuż potoku z pięknymi kaskadami. Uczta dla zmysłów.


Czy możemy przeżyć bez mleka?



Wieść o dobrym mleku wbito nam do głów już w dzieciństwie i nie przyjmujemy do wiadomości, że mogłoby być inaczej. Oglądamy i słuchamy o jego dobroczynności, a to co jest oficjalne, to jest przecież prawomocne i prawdziwe. Wciąż święcie wierzymy, że świat chce dla nas dobrze, że nie myśli tylko o swojej sakiewce i to co głosi w TV, jest prawdą. Przecież mówił naukowiec, człowiek, który pracuje dla nas. Dobrze, że nie głoszą, iż na Ziemi pojawili się Marsjanie, bo pewnie bym weszła w temat.
   Niestety aktualna wiedza znajduje się tylko w większych pracach naukowych, czyli, że nie jest podana na tacy i trzeba samemu poszukać. Nie mówi się o tym w telewizji, której zadaniem jest reklamowanie koncernów mlecznych. Nie pisze się o tym w gazetach, które również są nośnikami reklam. Dziś mało który lekarz czy dietetyk fatyguje się mówić o tym wprost, bo to jak walka z wiatrakami. 
   Ale na szczęście w dobie powszechnej dostępności informacji, możemy wzajem przekazywać sobie obszerną wiedzę odnośnie nowych, aktualnych w tej chwili wyników licznych badań, o których mówi się cicho. Cóż, światem rządzi pieniądz.

Łódź – dobra dla hobbystów.

"Każde spotkanie doprowadza do rozstania i tak zawsze będzie, dopóki życie jest śmiertelne. W każdym spotkaniu jest część żalu z rozstania, ale w każdym rozstaniu jest ta sama ilość radości ze spotkania."


– Cassandra Clare "Mechaniczna księżniczka"


dawno temu w 2012
Mówi się, że Łódź to miasto kamienic, miasto studenckie i hipsterskie. Dodałabym od siebie, że jest to miasto dobre dla hobbystów. Dawno temu postawiłam na poważny samorozwój i obiecałam sobie, że co roku nauczę się czegoś nowego. Miałam szerokie pole manewru i zdobywałam doświadczenie w wielu różnych dziedzinach.
   Prócz uczenia się nowych rzeczy, ciekawą sprawą było również zaglądanie na okolicznościowe eventy. Jako kobieta wszędobylska, łapałam się niemal wszystkiego. Poza jarmarkami tematycznymi, wystawami, wernisażami i spotkaniami autorskimi, a także częstymi wizytami w kinie, bywałam i korzystałam z atrakcji wszelakich na zlotach grup rekonstrukcyjnych (różne epoki) i średniowiecznych hufców. Bywałam na koncertach i różnych imprezach takich jak "dni Łodzi". Zdobywałam doświadczeniem fotograficzne, co jak już wiecie, zaowocowało w przyszłości ➤ tutaj szczegóły.
   Nadal brak mi tego wszystkiego, ale czuję wdzięczność, że mogłam już tyle doświadczyć. Dziś opowiem o tym od strony zabawy, bo lista tych ambitniejszych doświadczeń, mogłaby Was zanudzić. 😏


W rytmie lutni

Takich wydarzeń starałam się nie opuszczać. Może to wyda się banałem, ale przeszłość jest dla mnie ciekawa nie tylko tam, gdzie są fakty, ale i fantazja. Interesując się życiem codziennym w średniowieczu, sięgałam często po literaturę fantasy gdzie duch tamtej epoki przeplata się z misterium. Krótko mówiąc, interesuje mnie wszelka opowieść, w której trzyma się miecz. Albo lutnię. Ostatnio mam bzika na punkcie liry korbowej.


Tutanchamon – tajemnicza śmierć.

"Kto bawi się z kotem, nie może bać się pazurów."


– przysłowie egipskie


W ostatnim artykule dowiedzieliśmy się, że Egipt został pogrążony w kryzysie, którego następstwa wówczas omówiłam. Tym razem stajemy w miejscu znanego, historycznego wydarzenia. Co się stało i jak zareagował lód Egiptu?
   Niniejsze opracowanie jest uzupełnieniem do tematu klęsk jakie dotknęły Egipt. 


Pośród pierworodnych

W noc Exodusu umarli wszyscy pierworodni, tzn. najstarsi synowie w każdej rodzinie, zatem faraon nie był pierworodnym. Zgodnie z poprzednimi rozdziałami, tym faraonem był Amenhotep III, a jego synem Tutanchamon, co potwierdza inskrypcja widniejąca na posągu w świątyni w Soleb.
   Tutanchamon jest dziś dosyć popularnym Egipcjaninem, prawdopodobnie każdy już o nim słyszał chociażby w szkole. Ja także poświęcę mu więcej uwagi.


Tutanchamon

Maska pośmiertna Tutanchamona.
Wykonana z czystego złota i turkusu.
/źródło zdjęcia.

Rheinschlucht (Ruinaulta) – szwajcarski Wielki Kanion.

"Natura jest świątynią, kędy słupy żywe
Niepojęte nam słowa wymawiają czasem.
Człowiek wśród nich przechodzi jak symbolów lasem,
One mu zaś spojrzenia rzucają życzliwe."


– Charles Baudelaire "Odźwięki"


styczeń, 2020
Powrót na szlak po bardzo długiej przerwie musi boleć. Dziwię się wszystkim sezonowym wędrowcom, którzy jakby wielce zaskoczeni, nie wiedzą dlaczego ledwie dają radę i takie to wędrowanie dla nich trudne. Systematyczność sprawia, że unikamy bólu mięśniowego, nie mamy zadyszek, po prostu idziemy i jest dobrze. Ale nie każdy mieszka w górach, prawda?
   Nawet sezonowcom polecam wtedy utrzymywać ciało w dobrej kondycji, doradzam jak systematycznie dbać o utrzymanie wydolności ciała. Powtarzam to zawsze jak mantrę – można to robić w domu.
   Po długiej przerwie wróciliśmy wreszcie na szlak. Naszym pierwszym celem w nowym roku został szwajcarski "Wielki Kanion", który wielokrotnie oglądaliśmy z krawędzi skały, a teraz pora przyszła, by obejrzeć go od drugiej strony.
   Lazurowa woda brzegi rwie i nieco tylko przypomina przełom rzeki w Kolorado. Brakuje tylko czerwonych skał. Zaznaczam, że z braku dobrego zdjęcia, porównanie nie będzie możliwe, dlatego proponuję doGooglać.

Wstąpiliśmy w wielki i stary las.

Słowa są ignorowane.

Czasami szkoda mi słów. Są omijane.
Czasami dumna jestem ze słów
ułożonych w śliczny diament.
Kruchych jak bryłka lodu.
Nieocenionych pospołu.
Zdeptanych.


A może by tak zacząć zapominać o słowach? Przemawiać obrazem, nie odzywać się więcej? Nie wyrzec niczego nawet szeptem? Przecież człowiek woli patrzeć, a jednym nawet zdjęciem można przekazać jeszcze więcej.
   Kiedyś powiedział mi ktoś abym malowała świat wyłącznie słowami. Inaczej w miejscach najbardziej newralgicznych nie uświadczę ni krztyny uwagi.


Na balu pod kurhanem.

"Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
Co to będzie, co to będzie?"

– Adam Mickiewicz "Dziady"


2020, początek
Natura miała sobie za nic nasze górnolotne plany sięgające aż samego nieba. Już wczesnym popołudniem za oknami świat przyoblekła mgła gęstniejąca z godziny na godzinę. Widok ze wzgórza zwieńczonego dla naszej przyjemności kamerą internetową ukazywał czyste niebo, zaś  cała dolina zakryta była nieprzepuszczalnym płaszczem (i tak jest do dzisiaj).
   Jak by to wyglądało o północy? Jak miejscowe rozbłyski pod kożuchem z waty. I szlak nocą we mgle połykającej wszelkie światło. Porzuciliśmy więc swój zamiar i zostaliśmy pod kożuchem.
   W dolinie nie było ciekawiej, mgła bowiem była jak czarna nalewka. To był dość osobliwy czas jak na Sylwestra, pierwszy raz przeżyłam coś takiego.
   Nie są to zdjęcia najwyższych lotów. Jak na światła we mgle fotografowane bez statywu, wyszło nie najgorzej, więc myślę sobie, iż nie obrażam Was, każąc oglądać coś takiego.

Rozbłysk petardy widziany z daleka.

The Witcher – czy Amerykanom się udało?

"Gadacie tak mądrze, że aż łeb kręgiem wiruje – parsknęła Milva. – A przecie i tak wszystkie te mądrości koło tego się kręcą, co u baby pod kiecką. Filozofy zasrane."


– Milva


post przedpremierowy

grudzień, 2019 (Sylwester)
Post przedpremierowy cieszył się dużym zainteresowaniem, zostałam zapytana, czy mogłabym opublikować opinię po obejrzeniu pierwszego sezonu i ponieważ jest to jeden z moich ulubionych tematów, chętnie się za niego zabieram.
   Wiedźmińska saga czyli 7 książek (długo później wyszła ósma, zbiór opowiadań "po" wydarzeniach z sagi), autorstwa Andrzeja Sapkowskiego, jest chyba najczęściej czytaną przeze mnie historią gatunku fantasy. Moja fascynacja rozpoczęła się gdy miałam naście lat (dokładnie nie pamiętam ile) i rozwinęła się w szczególne zainteresowanie, które mimo biegu czasu nie wygasło.
   Mam ponownie okazję, by przepuścić "Witcher'a" przez praskę.

Poprzednim razem opowiedziałam Wam o tym czego się spodziewam oraz wytknęłam błędy przy doborze obsady aktorskiej. Jestem zdania, że przy adaptacjach nie powinno być mowy o czymś takim jak "poprawność polityczna", co dość mocno burzy cały obraz.
   Dziś skupię się głównie na odpowiedzi na pytanie: czy Amerykanie mnie rozczarowali, oraz czy udało się przedstawić tę historię zgodnie z jej źródłem. I jeszcze słówko o obsadzie, bo nie potrafię sobie tego darować.
   Wyciągamy więc nóżki i z tejże wygodnej pozycji, stuknąwszy się uprzednio kieliszkami z szampanem, zapraszam do wolnej dyskusji (jedna uwaga dla tych, którzy tematu nie znają, a zamierzają się zapoznać – ta treść zawiera spojlery).

Screen z gry "Wiedźmin 3". Regis i Detlaf.