Muzeum Archeologiczne w Krakowie.

"Przy stworzeniu Bóg dał
Europejczykom zegar,
a Afrykańczykom czas..."

– przysłowie egipskie


poprzednia część
o wizycie w Krakowie
na początku listopada, 2018
Od dawna twierdzę, że starożytni byli dużo mądrzejsi od nas. Chodzą pogłoski, że nie żyli w tak szalonym pędzie jak my dzisiaj. Choćby Egipcjanie. Oni potrafili zbudować piramidy, które przetrwały tysiące lat, a my nie potrafimy zbudować drogi, która przetrwa zimę.
   Kiedy weszłam do sali błyszczącej złotem z sarkofagów, powiedziałam, że czuję się jak w domu. Dlaczego? Już od małego interesowała mnie starożytna, egipska historia, którą chętnie zgłębiałam poprzez kolorowe albumy i encyklopedie dla dzieci, a później trochę w szkole (materiał uznałam za mocno okrojony). Z czasem zaczęłam uzupełniać tą podstawową wiedzę dzięki książkom naukowym i programom archeologicznym w telewizji, zaś u schyłku mojej fascynacji, w internecie. Byłam w stanie wyrecytować z pamięci kolejno dynastie i ich władców. Po wielu latach oddalenia się od tego, pozostały mi w głowie ledwie skrawki wiedzy. Mimo to i tak lubię i zawsze z wielką przyjemnością oglądam pozostałości tamtego mocarstwa.


Kraków

Duże miasta należy poznawać od podstaw.
To trochę jak z wiedzą – najpierw elementarna, a potem doktorat.


początek tej przygody
czyli po co wylądowałam w Krakowie?
4 listopada, 2018
Słońce, najwyraźniej zawstydzone naszym blaskiem zadowolenia, schowało się za ołowianymi chmurami, przesączając się ledwie niby przez szary abażur. Gęsta zawiesina ni to mgły, ni to innej substancji, była widoczna daleko na horyzoncie, niwecząc parę fotograficznych planów.
   Naszej ogólnej wesołości towarzyszyły dwie przewodniczki, przy których ciężko się nudzić. Dzień spędzony razem naprawdę nam się udał, a te wspomnienia aż proszą się o replay.
   Spragnionych wyjątkowych wrażeń zawiodę – nie znałam Krakowa i chciałam zobaczyć jego najpopularniejsze zabytki. Spragnionych wyjątkowych kadrów również zawiodę – nie miałam weny do zdjęć. Moje serce skupiło się bardziej na towarzystwie, niżeli twórczości jakiejkolwiek.
   Zatem – reasumując – będą same odgrzewane kotlety. Tak miało być. Natomiast tajemnicami Krakowa zamierzam zająć się z miłą chęcią w przyszłości.


Kraków, praca w locie i "Tajemny Plan".

"I abym na światło wywiódł tajemny plan,
ukryty od wieków w Bogu"


– Ef 3,9


Początek listopada, 2018
Korzystając z dni wolnych jakie zyskaliśmy za sprawą kalendarzowych Dziadów, najszybszym, możliwym w świecie sposobem, wybraliśmy się do Krakowa. Ostatnie wspomnienia z tego miasta dostarczyły nam mnóstwa wrażeń i kto wie, może przeżyliśmy tam najważniejszy dzień w życiu?
   Od tamtego momentu minęły ledwie cztery miesiące i sądzę, że jednak czeka mnie jeden jeszcze ważniejszy. Ale kiedy on się wydarzy, ten blog nie będzie już istniał.


List od Rzymian – starożytne pozostałości w naszej kulturze.

Książki napisane o przeszłości wielkich cywilizacji mają duże znaczenie merytoryczne. Ich treść można łatwo przyrównać do testamentu pozostałego po pierwszych mędrcach, od których nie sposób się opędzić w erze nowożytnej. Problem istnieje tylko w rozpoznawaniu pamiątek z czasów zamierzchłych. Dziś na warsztat kładę książkę pt. "Religie świata rzymskiego" – Marii Jaczynowskiej.
   Autorka skończyła studia na Uniwersytecie M. Kopernika w Toruniu z tytułem profesora historii starożytnej. Ma na koncie wiele prac dotyczących problematyki Rzymu. Niniejsza książka jest owocem próby zapełnienia luki w literaturze tego przedmiotu.
   Treść czyta się lekko, a wiedza jaka z niej płynie, rzuca światło na mnóstwo faktów, które – pozwolę sobie zasugerować – warto poznać od samych korzeni, bo po dziś dzień widzimy je w naszym życiu.
   Jaki wpływ miał na nas Rzym i ile po nich przetrwało?

Polskie Wspomnienia – mazurskie przygody.

"Zazwyczaj to czego szukamy jest bardzo blisko."


– Ryszard Kapuściński „Lapidarium IV


Długi czas temu wpadłam na pomysł aby uzupełnić na blogu folder dot. polskich wędrówek (jest on poszerzony o podrozdziały, z prawej strony w kolumnie). Zaprezentuję Wam moje wojaże z czasów kiedy byłam jeszcze singielką. Przyklasnęło mi na ten pomysł kilka osób i po miesiącach postanowiłam, że otworzę cykl "Polskich Wspomnień".
   Nie planuję cofać się zbyt szaleńczo na linii czasu, ani nie publikować dosłownie wszystkiego. Wybrałam już wędrówki i daty moim zdaniem najciekawsze i nie tak stare. Będziecie mogli zobaczyć jak byłam piękna i młoda. Co robiłam żyjąc w Polsce, gdzie podróżowałam, sama czy w towarzystwie?
   Posty z tego cyklu będą pojawiały się raczej nieregularnie z uwagi na to, iż zbliżam się wreszcie do bieżących wydarzeń. Wykopałam się z zaległości i to najlepsza pora na urozmaicenia. Od razu na wstępie dodam, że zdjęcia w tym cyklu nie będą szczególnie powalającej jakości, korzystałam ze starej, poczciwej cyfrówki.


Dla niezwyciężonych.

"Wyobraź sobie tragedię człowieka, który przez całe życie patrzył w gwiazdy, a potem trafił do lasu, w którym w ogóle nie ma gwiazd. A w dodatku całkiem oślepł. Nie potrafisz tego zrozumieć."


– Kir Bułyczow


Październik
Nici ciężkie od odmowy wyczekiwały z resztkami nadziei. Ciężar sprzeciwu jednak napierał, a łzy odmówiły już posłuszeństwa. Ciało pękło. Zwaliło się na podłogę z hukiem. Zgniecione serce niebezpiecznie spowolniło rytm.
   Ciekawość dnia przeminęła, radość z każdego poranka roztrzaskała się w końcu o realizm. Siła odmowy znaczy kolejny ślad na poznaczonym bliznami ciele. Odmowy... myślisz – nie ma Boga. To nie odmowa, to pustka...


Nad falą skłębioną.

"Słońce, chociaż to był już koniec września, przygrzewało jeszcze niezgorzej — wisiało w połowie drogi między południem a zachodem, nad lasami, że już krze i kamionki, i grusze po polach, a nawet zeschłe twarde skiby kładły za się cienie mocne i chłodne."


– Władysław Reymont "Chłopi"
(także pozostałe cytaty)


u schyłku października, 2018
Lodowato zimny, lazurowy żywioł, mieszał się z ogniem jesieni. Kazał jej przygasać, zazdrosny o uwagę, wśród dni które wieszczyły już zimę. Jego wody piętrzyły się i wzbierały, pieściły krajobraz, który w głębi lądu płonął szkarłatem. Nad falą skłębioną krata z gałęzi, gdy zasnuje je gładka biel, odda błękitnemu żywiołowi pełnię chwały.
   Wędrowaliśmy nieopodal miejscowości Bonaduz w Gryzonii. Miejscowość ta, istniała już około dziewięćsetnego roku. W późniejszej epoce, tutejszy zamek był rezydencją hrabiów.
   Przez większość drogi towarzyszyły nam turkusowe wody jednej z odnóg Renu, pięknie kontrastującej z żółtymi modrzewiami i ciemnymi górami w oddali.


Augstenberg (2,359 m) – Liechtenstein.

Zbytnie zasiedzenie na miejscu może nagromadzić w człowieku zabójcze złogi emocjonalne – kiśnięcia, stęchlizny, zmurszenia, pleśnie. To znak, że trzeba pomyśleć o drodze, wyruszyć w podróż, poczuć wiatr, odetchnąć świeżym powietrzem.

– Ryszard Kapuściński „Lapidarium IV”


u schyłku października, 2018
Wzdłuż górskiego grzbietu, na usłanych żółtą pierzyną górach maleńkiego księstwa Liechtenstein, u podnóża góry Naafkopf, na którego zdobycie nie mieliśmy ochoty, odbyliśmy wędrówkę ciekawym, kamiennym szlakiem.
   Wiatr rozgonił tutaj szare zasłony mgły. W dolinach od pewnego czasu ludzie nie widzieli słońca, podczas gdy tutaj było naprawdę ciepło i jasno. Każdy człowiek z blizną na sercu, powinien choć raz wyjrzeć ponad ten pas chmur. Niech to będzie metafora.
   Wielu z nas marzy, miast marzenia spełniać. Chwil nikt nie odbierze, ani wspomnień nie schowa. Tych kilku chwil, które można na zawsze przycisnąć do zbolałego serca. Tak jak ja kiedyś, nie wyściubiając nosa spod gęstych mgieł.
   Zaparkowaliśmy w miejscowości Malbun, tam do wyboru są różne drogi piesze lub wyciąg krzesełkowy.

W oddali w dole mgła pokrywająca szczelnie całą dolinę.

Füssen – skrajem romantycznego szlaku.

"Obiektyw patrzy na świat selektywnie, obiektyw wybiera, mieści w swoim oku tylko fragment obrazu, widzimy część, nie widzimy całości, przy czym – wobec całości może być to drobna, drugorzędna część."


– Ryszard Kapuściński „Lapidarium III”


październik, 2018
Aby zapieczętować pełen wrażeń dzień i wypełnić go do granic, zatrzymaliśmy się w mieście Füssen, którego nazwę z powodzeniem można przetłumaczyć na Stopowo. Dzień nadal był ciepły choć słońce już nisko i ledwie sięgało do nas słabnącymi promieniami. Zapowiadał się miły wieczór, spędzony w towarzystwie trójki naszych znajomych.
   Füssen znajduje się na południowym zachodzie Bawarii, przy Romantycznej Drodze oraz przy Via Claudia Augusta. Na wschodzie miasto graniczy z rzeką Lech, a na południu z Austrią. Jak to zwykle bywa podczas naszej obecności w miastach, pociągnęło nas od razu w stronę starówki.



Hohenschwangau – naprzeciwko zamku Neuschwanstein.

"Najtrudniejsze jest tworzenie. Wszystko inne jest ucieczką przed tworzeniem."


– Ryszard Kapuściński
„Lapidarium IV”


⤶ poprzedni artykuł – Neuschwanstein.
październik, 2018
Na ruinach twierdzy pochodzącej z XI wieku, stanął nowy, wspanialszy zamek, który nazywano wówczas Schwanstein. Jego wysublimowany wygląd przyciągał uwagę każdego. Nie zawsze jednak przebywała tu najwyższa monarchia. Rodziny szlacheckie przeważnie korzystały z niego, wybierając się do okolicznych lasów na polowania, a podczas wojen napoleońskich, siedziba ta była wykorzystywana jako baza wojskowa. Później sprzedano rezydencję do rozbiórki. Uchronił ją jednak książę Ludwig von Oettingen-Wallerstein, którego rodzina posiadała klasztor w pobliżu miejscowości Füssen. Kupił zamek aby go uratować.
   Książę był entuzjastycznie nastawiony do przedsięwzięcia, zwłaszcza z uwagi na landszaft. Zamek bowiem, stoi w atrakcyjnym krajobrazie, jak na panoramicznej scenie. Książę jednak został zmuszony sprzedać zamek po zakończeniu morganatycznego związku, przez co stracił pozycję głowy rodziny.
   Następny właściciel, geodeta Johann Adolph Sommer, zamierzał założyć w zamku przędzalnię, ale tak się nie stało.